Inventions (zagrane na 3 osoby) – Lacerda tworzy gry wymagające, także wiedziałem, że łatwo nie będzie. Zwłaszcza, że moje doświadczenia z nim to raptem On Mars na Zakonie. Ale ta pierwsza akcja kolegi (właściciela gry) sprawiła, że zbierałem szczękę z podłogi. Dopiero co zasady wyłożone (choć też przedtem obejrzałem videoinstrukcję Rzut Kostką, by się lepiej przygotować), a tu jedna akcja i z tego kolejna i tu pomysł, tu wynalazek, bach bach, a ja próbowałem niczym widownia z Dragon Ball Z oglądająca walkę Trunksa i Gotena, nadążyć wzrokiem (rozum nie miał szans) za tym, co się dzieje. Generalnie czułem podczas rozgrywki, że za mało korzystam z żetonów łączenia, pewne rzeczy też mi się jeszcze myliły (np koszt wpływu, to ilość obywateli na planszy, nie na planszetce gracza jak myślałem), ale wydaje mi się, że i tak nieźle ogarnąłem. Szybko też zauważyłem, że bez wynalazków i zniżek za nimi idących, ciężko z wykładaniem na naszą planszetkę kafelków, a kolega podkreślał, że tam jest najwięcej punktów do zgarnięcia. Tylko, że najwięcej jest za bogactwa, a te są za ogłaszanie wynalazków, a tu z kolei to trzeba rękę do takiego wynalazku przyłożyć, żeby w ogóle móc go ogłosić. Jak nie cierpiałem na jedno, to na drugie. Zdarzało się też, że cały misternie uknuty plan rozsypał się jak domek z kart, bo zanim przyszła moja kolej, wynalazek nie tylko powstał, ale już został nawet ogłoszony. Miałem jednak kilka akcji, z których jestem dumny jak paw w okresie godów, kiedy robiąc coś innego, udało mi się psim swędem odpalić akcję "eureki" i z niej przesunąć się klepsydrą na koniec, by zrobić jeszcze akcję publikacji i pozyskać bardzo cenny dla mnie kafelek bogactwa, który też rzutem na taśmę (zapłać 4 obywateli, a masz właśnie czterech po zniżkach) udało mi się wrzucić na swoją planszetkę. Tak, to było złoto. Oczywiście kolega potrafił niczym to powiedział Gambit w swojej recenzji, przedstawić ideę, zrobić wynalazek i opublikować wynalazek w jednym ruchu, czym też wprawił mnie i współgraczkę w osłupienie, ale już w to chociaż grał (cicho, tak to sobie tłumaczę). Największy kłopot był dla mnie z tym, że uknułem sobie już plan pod jakąś akcję, po czym przychodziło oświecenie, że przecież ja już tam mam swój filar i z takiej akcji nie mam jak skorzystać. Ale dobra partia, dobra i to, żeby możemy sami siebie blokować, jest czymś wyjątkowym.