Bawi mnie gdy ludzie mówią jakie to dziwne symbole są w tej grze, bo są to prawdziwe historyczne nawiązania, ale o tym dalej. Gra mniej więcej tego kalibru jak Teotihuacan, Tabannusi i Tekhenu, tego samego autora na "T" tworzącego gry na literę "T". :) (Nie wiem, czy gdybym był projektantem to chciałbym się trzymać przez całą karierę głównie pierwszej litery nazwiska...). Ludzie twierdzą, że nazwę Trismegistus także ciężko jest zapamiętać i wymówić, ale podobnie jak w innych grach tego autora, odnosi się ona do legendarnej postaci z historii, Hermesa Trismegistusa. W grze zresztą jest więcej nawiązań do historii, w tym nie jesteśmy tu anonimowymi graczami, a historycznymi alchemikami, którzy alchemią zajmowali się naprawdę w czasach średniowiecza i renesansu. Gra wydaje się na pierwszy rzut oka kolejnym euro: pobieramy kości (chyba ulubiona mechanika tego projektanta) i je konwertujemy na akcje na naszych osobistych planszetkach czy też planszy głównej, mając przy tym jak zwykle sporo możliwości punktowania na koniec jednocześnie: transmutujemy metale w złoto, pobieramy artefakty, eksperymentujemy, rozbudowujemy formułę do stworzenia kamienia filozoficznego czy publikujemy teorie. Artefakty i publikacje są jak w bardziej lekkim i żartobliwym tytule "Alchemicy", ciekawy jestem kto od kogo zgapił ten pomysł :) jednak po za tym te gry nie mają ze sobą właściwie nic wspólnego. Trismegistus Ostateczna Formuła to zdecydowanie poważniejszy tytuł (co jest dla mnie zawsze na plus), a autor, podobnie jak np. w Tekhenu i innych swoich grach, odrobił pracę domową z historii i oddał rzeczywiste realia. Ale już nie wydawnictwo (nie wiem jak oryginalna wersja, u nas Lucrum Games), które - uwaga - pomyliło się na... karcie pomocy (!) dla gracza z symbolami, i w instrukcji zamieściło o tym notkę! Coś mówi to o procesie produkcji gier. ;) Ale jak widać, alchemia to nie jest dziedzina dla wymoczków ani dla wydawców, ale dla prawdziwych adeptów tej historycznej sztuki. Wracając do historii, gra ma mały aspekt edukacyjny, bo autor (w przeciwieństwie do wszystkich innych gier z alchemikami w nazwie) oparł symbolikę, terminy i nazwy o rzeczywiste historyczne źródła. Uczymy się więc tej terminologii, której faktycznie używali średniowieczni i renesansowi alchemicy, co nadaje tej "zgłębianej" i rozwijanej podczas rozgrywki sztuce dodatkowy wymiar oraz odczucie, że naprawdę uczestniczymy w jakimś alchemicznym procesie i uczymy się tych samych symboli oraz ich powiązań, a nie tylko bawimy się w pobieranie kostek z "nieintuicyjnymi" symbolami. Oczywiście żeby nie było tak pięknie, coś musiało pójść nie tak - i znowu baty pójdą na wydawcę, tego oryginalnego, który popsuł - rękami swojej graficzki (polskiej nawiasem) - ten historyczny vibe. Alchemicy nie byli czarownicami, co więc tam robi czarny kot na planszy i w instrukcji, albo na okladce poczciwy staruszek rodem z tandetnych gier fantasy o magii? :) Graficzny design tej gry jest miejscami pomieszaniem z poplątaniem, i pewnie to jedna z przyczyn, dlaczego ta oryginalna gra przeszła bez echa. W ogóle nie pasuje do niektórych elementów, w tym fajnych kafelków z podobiznami historycznych postaci Agripy, Newtona i innych badaczy tytułowej ostatecznej formuły. Przy okazji powstała też nowa edycja Trismegistus: New Edition za granicą, ale wolałbym ją pominąć zasłoną milczenia, bo wydawca zrobił tam jeszcze gorszą robotę i tym razem poszedł w kierunku designu kolorowego Harry Pottera i ww. gry Alechmicy, a to zupełnie różne gry i targety - to już wolę starą edycję, która przynajmniej ogólnie graficznie jeszcze ma bardziej adekwatny, historyczny charakter, bo faktycznie jest to oryginalny pomysł. Jeśli ktoś chce zagłębić się w meandra historycznej sztuki tytułowego Trismegistusa, bardz opolecam alchemiczne eksperymenty zaproponowane przez D. Tascini'ego.