Klasyk. Przynajmniej w wersji elektronicznej. Może będzie również za jakiś czas klasykiem w wersji papierowej, ale osobiście wątpię. Dlaczego? Zgodzę się z niektórymi krytycznymi uwagami poniżej. Nie jestem super fanem ani jednej ani drugiej wersji. Gra ma sporo fajnych rzeczy, wydanie jest dobre, fizyczna wersja ładnie zrobiona, cena nieadekwatna, elementy zwiększające cenę zbędne, ale... moim głównym mankamentem jest mega losowość tej gry, co bardzo frustruje. Jest to też dość banalny deck-builder, z którego wyciśnięto siódme poty, by nadal pozostał banalny: mamy dwa główne parametry, atak i obronę (blok). Jeśli nie strzelamy do bramki, nigdy nie wygramy, więc atak zawsze będzie istotny; natomiast jeśli nie będziemy się bronić, to przeciwnicy w swojej turze szybko zjadą naszą energię do zera, chyba, że mamy jakieś mega-relikty, eliksiry, pomoce w postaci darmowych kart czy też robimy totalną rozwałkę wśród wrogów 2-3 kartami (bo i takie się zdarzają). A mamy je - jeśli je mamy - dlatego, bo mieliśmy szczęście. I o ile są gry, które choć dostarczają nam losowe karty, to możemy potem coś z tym szczęściem zdziałać, tutaj to jest jedna wielka losowość, i w turze może nam się trafić rozdanie, które przyblokuje nas samych, lub też rozwali wszystkich przeciwników mega-super-hiper-kombo-kombuchami - w skrócie takimi kombosami-rozwałkami jakich Alien I skombosowany z Terminatorem II i skombosowany z Rambo III by się nie powstydził. Ale pod warunkiem, że trafisz na takie rozdanie, oraz takie karty, oraz po drodze cię (pośrednio) nie rozwalą, z pomocą przeciwników. A to dlatego, że schemat rozgrywki nie pozwala na wiele, by zarządzać rozwojem postaci, co w dużej mierze niszczy główny atut tej gry, czyli budowę talii - głównie przy zakupach (za zdobyte złoto) w sklepie cokolwiek dobieramy do swojej talii, ale czy to jest realny wybór, bo skoro budujemy talię np. bazującą przede wszystkim na blokach (swoją drogą, taka defensywna talia jest bardzo nudna w Slay the Spire i wydłuża rozgrywkę, mamy w dużej mierze zapewnioną obronę i liczymy że coś się trafi w ataku w każdej turze; niestety jest to mankament projektu samej mechaniki) to próbujemy kombinować z dodawaniem kart korzystacych z naszej talii np. wokół bloków, a jeśli mocno idziemy w ofensywę, to dobierzemy coś co kombosuje się z ową ofensywą. Ten ekploracyjno-losowo-niepewny aspekt gry świetnie by współgrał z przygodówkowym twistem, i choć niemal wszystko zachęca, także tematycznie do przygodówki, to nie jest to przygodówka, a szkoda, bo zostaje losowy deck-builder na talię w którym wpływ mamy dużo mniejszy niż np. w Hero Realms. Druga kwestia, która mnie irytuje, to duża ilość "drobnicy" przy kartach, z których zbieramy ostateczny efekt sumaryczny ataku lub obrony. Interesujące są też losowe znaki zapytania: możesz otrzymać nagrodę, mega nagrodę, hiper nagrodę, ale także karę, mega karę, hiper karę. Początkujący gracz może nawet nie wiedzieć, że ta kara jest mega albo hiper, ale przekona się później, gdy będzie walczyć z bossami i nagle narzucony losowo "program" na naszego bohatera okaże się kulą u nogi, która nie pozwala wykorzystać super-kombosów. Proponuję zagrać zamiast w Slay the Spire w karcianą wojnę - jest mniej losowa, naprawdę, bo przynajmniej wiesz jakich kart się spodziewać. Niemal całkowity brak determinizmu w grach, w których to, czy przetrwasz następną turę zależy od tego, czy trafisz akurat na bloki, gdy potrzebujesz ataków, i vice versa, a i ich wartość (po kalkulacjach) może być równie dobrze 0 (bo dostałeś kary) lub 3 do potęgi 18 (kombosy), jest tak zależna od losowości, że na koniec po przegranej z bossem z 3 aktu prawie zawsze stwierdzisz, że gra była ostatecznie do niczego - chyba, że nie myślałeś w trakcie rozgrywki o tym, skąd dostałeś te fajny kombosy, które akurat na ręce się NIE znalazły wtedy, kiedy powinny. Podsumowując za dużo tu szcęścia przy dobieraniu wszystkiego, za mało możliwości wpływania na to, co posiadasz. Dlatego mimo wysokiej grywalizacji, gra powinna zostać poprawiona pod względem gameplayu. Ode mnie spory minus i zachęcam projektantów do większego wysiłku. Nie zmienia to faktu, że najwięcej frajdy w grze sprawiają próby jej oszukania przez ten system powiązanych kombosów, a największą irytację (poza ww. frustracją zderzenia losowości w losowości z niewłaściwym miejscem w niewłaściwym czasie w grze) natomiast narzucone sztuczne ograniczenia, powodujące, że nie odpalisz np. kart - a mógłbyś zagrać kartę zwiększającą energię, dodającą nową kartę, która podwaja energię i losuje 3 nowe karty, które zadają przeciwnikowi ostatecznie kombos zależny od dużej ilości kart np. w ręce, i tak w kółko, aż z przeciwnika na arenie nic nie zostanie po jednej turze. Albo z ciebie, jeśli karty się nie ułożą! Polecam sprawdzić, ale z uwagą obserwując podczas rozgrywki na ile ma się wpływ na to co się dzieje w grze.