Jest to gra, gdzie jeden gracz wciela się w rekina, a drugi w ośmiornicę. Rozgrywka opiera się na napięciu, blefie i wzajemnym przewidywaniu ruchów przeciwnika. Dużym dla mnie atutem jest świetne oddanie podwodnego klimatu oraz bardzo estetyczne wykonanie komponentów. Asymetria ról sprawia, że każda ze stron gra zupełnie inaczej, co zwiększa regrywalność, ale też podnosi próg wejścia. Pod tym względem gra najbardziej zaskakuje, choć aby w pełni zrozumieć jej możliwości i strategie, potrzebne było kilka rozgrywek. Bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła i na pewno będzie w kolekcji.
Nowy rok zacząłem od dwuosobówki, która na papierze zapowiadała się wręcz idealnie. Asymetryczne strony, bezpośrednia walka na śmierć i życie oraz temat, który sam w sobie buduje napięcie. Z jednej strony rekin, operujący kośćmi, próbujący dopaść ośmiornicę, zanim sam padnie z głodu. Z drugiej – ośmiornica chowająca się po oceanie i próbująca zjeść swój pokarm.
Trzeba oddać grze jedno: klimat i napięcie są znakomite. Każdy ruch ma znaczenie, każda decyzja przeciwnika rodzi pytanie „dlaczego właśnie tak?”. Ciągłe zgadywanie intencji, blefowanie i próby przewidywania kolejnych tur budują świetne poczucie polowania i ucieczki. Gdy obaj gracze znają już swoje możliwości, Kelp zamienia się w prawdziwy pojedynek umysłów, w którym satysfakcja z udanego manewru potrafi być naprawdę duża. Do tego dochodzi bardzo solidne wykonanie – piękne ilustracje kart, czytelna plansza, piękne kafelki ośmiornicy i figurka rekina, która aż prosi się o ustawienie na stole. Regrywalność również stoi na dobrym poziomie, bo każdą ze stron można grać na kilka sposobów, szukając własnej ścieżki do zwycięstwa.
Niestety, im dłużej grałem, tym mocniej dawała o sobie znać jej największa bolączka – losowość, szczególnie po stronie rekina. Rzuty kośćmi potrafią całkowicie wykoleić misternie przygotowany plan. Moment, w którym potrzebujesz kości ataku, a worek konsekwentnie odmawia współpracy, potrafi zaboleć. Jeszcze bardziej frustrujące bywa samo rozstrzygnięcie ataku poprzez zagranie kart w mechanice papier–kamień–nożyce. Po całej grze planowania, manewrowania i polowania, taki finał jest dla mnie zwyczajnie niesatysfakcjonujący i zostawia uczucie, że o wyniku zdecydował przypadek, a nie lepsza decyzja.
Zagrałem trzy partie rekinem i każda z nich była niezwykle zacięta – wszystkie kończyły się dosłownie o krok od zwycięstwa dla obu stron. Wystarczyłaby jeszcze jedna tura i wynik mógłby się odwrócić. Bilans dwa:jeden dla ośmiornicy tylko potwierdził moje wrażenie, że to właśnie ona ma w tej grze łatwiej. Dysponuje większą kontrolą, ciekawszymi decyzjami i mniejszym udziałem losowości. Grając rekinem, często musiałem podporządkować się temu, co „łaskawie” pokażą kości, a dopiero potem próbować sklecić z tego sensowny plan. Wystarczy jeden pechowy dociąg i cała strategia tonie w bezkresnej głębi oceanu.
Oczywiście gra daje narzędzia do minimalizowania losowości – rozwój rekina, przerzuty kości, dobieranie dodatkowych kości czy wymiany – ale mimo wszystko ośmiornica, opierając się głównie na kartach, sprawia wrażenie strony bardziej stabilnej i przewidywalnej w realizacji swoich celów.
Ostatecznie Kelp to solidna i oryginalna propozycja dla fanów gier jeden na jednego, którzy cenią asymetrię, klimat i psychologiczną rywalizację. To tytuł, który potrafi dać dużo emocji i napięcia, ale jednocześnie bywa frustrujący przez nadmiar losowości. Dla mnie to dobra gra z charakterem, jednak niepozbawiona wad i zdecydowanie nie dla każdego. U mnie może polecieć z kolekcji, na pewno jeszcze ogram z dodatkiem i podejmę decyzje.
7/10