Gra Wyścig jest swojego rodzaju
wariacją
na temat gry Chińczyk. Poruszamy się po torze o konkretną liczbę pól w zależności od wybranych opon (10/9/8 pól), możemy również zaryzykować i rzucić kostką deklarując przyśpieszenie o wybraną liczbę pól. Jeśli wyrzucimy więcej niż deklarowaliśmy to jedziemy o dodatkowe pola, jeśli nie, wypadamy z toru na jedną do trzech tur. I tak sobie "gramy" póki lider nie przekroczy białej linii sektora. Wtedy dociąga kartę wydarzenia i "coś się dzieję". Coś czyli w 90-95% nic... I jeździmy sobie X okrążeń które ustaliliśmy przed rozgrywką. A przepraszam, możemy jeszcze "zdecydować strategicznie" o zmianie opon. Każdy rodzaj opon ma określona liczbę okrążeń które może przejechać - szybkie starczają na 3 okrążenia, średnie na 5, a wolne na 7. W efekcie nie ma w tym żądnej strategii kiedy to zrobimy bo gra i tak wymusi w pewnym momencie zmianę opon, bo dalej nie pojedziemy. I uwaga, wjazd do boksa oznacza rzut kością. Jeśli wyrzucimy 1-3 stoimy jedną kolejkę, 4-5 to stoimy dwie, a 6 oznacza aż trzy tury stania w miejscu gdzie inni gracze dalej jadą. Niby największe prawdopodobieństwo jest, iż będziemy stać jedną kolejkę ale kość jest kapryśna i zawsze zrobi Ci na złość. Wspomnijmy o wydarzeniach - mamy żółtą flagę która zakazuje nam przyspieszać przez X okrążeń póki lider wyścigu nie przekroczy mety. Sprowadza się to do poruszania się tylko o liczbę pól które nam narzucają wybrane opony. Mamy również wydarzenie "deszcz" - wtedy wszyscy przed ruchem rzucają kością i jeśli wypadnie 1 na kości to wypadasz z toru, a przyśpieszanie staje się trudniejsze do osiągnięcia. Znowu kość jest kapryśną mechaniką, a brak niwelacji losowości w grze gdzie ciągle możemy wypadać z toru jest łagodnie mówiąc niedopatrzeniem.
Gra WYŚCIG jest dla mnie niesamowitym crapem, który nie powinien istnieć na planszówkowym rynku. Autor też jest HITEM. Jest to osoba, która jest głucha na argumenty, że jego gra powinna wrócić do developmentu. Rozmowa z nim mija się z celem a miałam nieprzyjemność osobiście z nim rozmawiać po rozgrywce. Facet uważa, że jego gra jest NAJLEPSZĄ GRĄ WYŚCIGOWĄ a nie zagrał w ani jedną grę planszową do czego się przyznał. Stwierdził że on jest twórcą a nie graczem, a twórca wręcz nie powinien być graczem. Facet nie ma pojęcia o nowoczesnych grach planszowych. Nie rozumiał nawet co się do niego mówi. Przeczytał jedną instrukcję do gry Turbo i on już wie jak się tworzy gry planszowe. Ja jak i moi towarzysze próbowaliśmy go uświadomić, że tak teraźniejsze gry nie działają i nie wyglądają i znajomość rynku i gatunku to minimum z którym powinien się zapoznać. Facet otrzymał nawet rady jak ulepszyć grę aby przypominała grę - stwierdził, że ma zajebistą grę, najlepszą i ma to gdzieś, a nasze uwagi to hejt.
Jest to bardzo smutne i irytujące, że taki produkt trafił na rynek, a wiele super prototypów może nigdy nie zostać wydanych. Większego ignoranta również nie spotkałam w swoim życiu. Oby jak najmniej takich twórców w naszym hobby, bo nawet najwięksi twórcy potrzebują pomocy przy dopieszczaniu swoich gier i nie wstydzą się o nią prosić.