No i kolejny Unmatched w kolekcji. Tym razem dostajemy pojedynek dwóch absolutnych ikon, Bruce’a Lee i Muhammada Alego. Sam pomysł na ten zestaw od początku bardzo mi się podobał, bo są to postacie, które chyba każdy kojarzy, nawet jeśli nie interesuje się szczególnie sportami walki. Po zagraniu mogę powiedzieć, że jest naprawdę dobrze, chociaż nie jest to dla mnie najlepszy Unmatched, w jaki miałem okazję zagrać.
Mimo wszystko bardzo fajnie, że seria cały czas potrafi utrzymać swój poziom. Dostajemy tutaj wszystko to, za co lubię Unmatched, proste zasady, szybkie i dynamiczne pojedynki, dużo kombinowania, odpowiednie wykorzystanie kart i przede wszystkim bohaterów, którzy faktycznie różnią się od siebie stylem gry.
Ja miałem okazję grać Brucem Lee i chyba właśnie nim bawiłem się najlepiej. Bardzo fajnie oddano jego szybkość i sposób walki. Bruce nie jest postacią, którą po prostu przesuwamy po planszy i rzucamy kolejne ataki. Tutaj cały czas kombinujemy, jak ustawić się w odpowiednim miejscu i jak wykorzystać możliwość wykonywania kolejnych ataków. Kiedy uda się dobrze złożyć kilka kart i zrobić całą serię, daje to naprawdę sporą satysfakcję. Są takie momenty, kiedy przeciwnikowi wydaje się, że ma sytuację pod kontrolą, a Bruce nagle zaczyna tańczyć po planszy i wyprowadza kolejne ciosy. I właśnie dla takich chwil lubię Unmatched.
Bruce daje mi też takie poczucie, że cały czas coś się dzieje. Jest szybki, mobilny i jego gra wydaje się bardzo ofensywna. Oczywiście trzeba uważać, żeby za bardzo się nie rozpędzić i nie zużyć wszystkich możliwości w jednym momencie, ale kiedy uda się dobrze zaplanować turę, potrafi zrobić naprawdę dużo.
Muhammad Ali to z kolei zupełnie inna bajka. I dobrze, bo gdyby obaj bohaterowie grali podobnie, cały zestaw szybko straciłby dla mnie sens. Ali opiera się na swoich dwóch postawach i właśnie przełączanie się między nimi jest jednym z ciekawszych elementów tej postaci.
W postawie Motyla Ali może atakować z dystansu, dzięki czemu może trzymać przeciwnika dalej od siebie i spokojnie kontrolować sytuację. Można trochę pokrążyć wokół przeciwnika, poczekać na odpowiedni moment i zaatakować wtedy, kiedy najmniej się tego spodziewa. Natomiast kiedy przechodzimy w postawę „Żądli jak pszczoła”, robi się zdecydowanie bardziej konkretnie, bo Ali może dodawać +2 do wartości swoich ataków. I nagle przeciwnik musi się liczyć z tym, że jeśli podejdzie za blisko, może naprawdę mocno oberwać.
Podoba mi się właśnie to, że obie postacie mają bardzo wyraźny charakter. Grając Brucem, miałem poczucie ciągłego ruchu i szukania okazji do wykonania serii ataków. Ali natomiast daje trochę inne poczucie kontroli nad pojedynkiem, trzeba odpowiednio korzystać z postaw i zdecydować, kiedy lepiej trzymać przeciwnika na dystans, a kiedy przejść do bardziej ofensywnej gry.
No i oczywiście temat robi tutaj robotę. Bruce Lee i Muhammad Ali to po prostu świetny wybór. W Unmatched bardzo lubię to, że twórcy nie ograniczają się do wrzucenia znanej postaci na pudełko, tylko próbują sprawić, żeby sposób grania nią pasował do jej charakteru. Tutaj moim zdaniem to się udało.
Czy jest to najlepszy Unmatched? Dla mnie zdecydowanie nie. Mam kilka innych zestawów, które bardziej przypadły mi do gustu i do których chętniej wracam. Nie oznacza to jednak, że Lee vs Ali jest słabym zestawem. Wręcz przeciwnie, to po prostu kolejny bardzo solidny przedstawiciel serii, który spokojnie trzyma jej poziom.
Po prostu przy niektórych wcześniejszych odsłonach miałem większe „wow”. Tutaj tego efektu nie było aż tak dużo, ale nadal za każdym razem, kiedy siadam do partii, dobrze się bawie. A chyba właśnie to jest najważniejsze.
Podoba mi się też długość rozgrywki. Unmatched nie przeciąga się niepotrzebnie i nawet jeśli partia zaczyna iść w nieoczekiwanym kierunku, cały czas mamy poczucie, że coś możemy jeszcze zrobić. Dzięki temu gra dobrze sprawdza się zarówno na szybką partię, jak i na kilka pojedynków pod rząd.
W przypadku tego zestawu szczególnie fajne jest też to, że po pierwszej partii od razu ma się ochotę sprawdzić drugą postać. Grając Brucem, cały czas zastanawiałem się, jak wyglądałoby starcie z drugiej strony i co Ali może zrobić z tymi swoimi postawami. A przecież właśnie takie rzeczy sprawiają, że zestaw chce się wyciągać ponownie.
Ogólnie jestem zadowolony. Nie jest to mój numer jeden w całej serii, ale zdecydowanie nie żałuję zakupu i chętnie jeszcze do niego wrócę. Bruce Lee daje mnóstwo frajdy z robienia serii ataków, Ali ma ciekawy system postaw, a do tego dostajemy dwie naprawdę kultowe postacie.
Ode mnie 8/10. Nie najlepszy Unmatched, w jaki grałem, ale zdecydowanie taki, przy którym dobrze się bawiłem i do którego jeszcze chętnie wrócę.