Dla mnie wspaniałe rozszerzenie, które oferuje nowe mapy i tytułowe świątynie wprowadzające dodatkową warstwę strategii, a to powoduje urozmaicenie rozgrywek. Mechanika budowania talii w połączeniu z wyścigiem daje duże pole do podejmowania przemyślanych decyzji. Tempo gry jest szybkie i dynamiczne, a każda partia pełna emocji aż do samego końca. Nowe elementy w żaden sposób nie komplikują zasad, a jednocześnie znacząco zwiększają regrywalność i dawkę emocji.
Wyprawa do El Dorado: Złote świątynie to zarówno rozszerzenie jak i samodzielna gra oparta na mechanice budowania talii, w której gracze wcielają się w liderów ekspedycji przedzierających się przez dżunglę w poszukiwaniu legendarnego miasta złota. Podczas rozgrywki zagrywamy karty z ręki, aby poruszać się po różnych typach terenu, będziemy kupować nowe karty i usprawniać swoją talię. Kluczowe jest odpowiednie zarządzanie kartami - należy umiejętnie kupować nowe i odchudzać talię, tak aby była stale dopasowana do nadchodzących rodzajów terenu, pozwalała utrzymać tempo ruchu i działała jak najsprawniej. Wygrywa gracz, który jako pierwszy dotrze do El Dorado. Odczucia z rozgrywki są diametralnie inne niż przy poprzedniej podstawce. Mamy tutaj nowy rodzaj terenu „ruiny” oraz dostosowane do niego nowe talie startowe graczy oraz karty rynku. Zdecydowanie jest trudniej ponieważ karty są droższe w zakupie, a kart z monetami jest stosunkowo mało. Rekompensują to żetony Eldo, które można pozyskać na kaflach terenu, na niektórych kartach oraz podczas pasowania przez gracza, a służą one do zakupów kart, opłacania przemieszczania się po terenie „wioski” oraz przy zdobywaniu klejnotów. Na mapie możemy również spotkać strażników zapewniających profity tylko przeciwnikom. Zmiana w rozgrywce dotyczy również głównego celu gry. aby dotrzeć do El Dorado, musimy zdobyć klejnoty z trzech różnych złotych świątyń, a następnie wrócić na centralną płytkę, gdzie znajduje się wejście do El Dorado. Dodatek jest zdecydowanie wart polecenia, wprowadza dodatkowe urozmaicenia oraz podnosi poziom trudności, ale robi to w bardzo naturalny i ciekawy sposób, nie psując przy tym dynamiki gry. Bardzo mi się podoba to jak gra pomimo tego samego trzonu rozgrywki jest zupełnie inna przez małe zmiany. Skalowanie gry jest dobrze wyważone - przy 3 i 4 graczach każdy steruje jednym pionkiem poszukiwacza, natomiast w rozgrywce dwuosobowej każdy prowadzi już dwóch poszukiwaczy i może swobodnie nimi zarządzać, co działa bardzo płynnie i nie powoduje przestojów. Dodatkowym atutem gry jest oprawa graficzna, która dzięki Vincentowi Dutrait jest majstersztykiem wizualnym i zachęca do obcowania z tym tytułem. Jak dla mnie Wyprawa do El Dorado: Złote świątynie jest tego typu grą, w której syndrom kolejnej partii jest gwarantowany. Bardzo podoba mi się również pomysł, że wszystkie rodzaje kart dostępnych do zakupu są wyłożone od samego początku, dzięki czemu możemy wcześniej zaplanować, czego jeszcze będziemy potrzebować, choć samego zakupu dokonujemy wyłącznie z rynku. Aby kupić kartę spoza rynku, musimy najpierw wykupić z rynku wszystkie kopie danej karty, robiąc w ten sposób miejsce na nowy typ kart. W pudełku możemy znaleźć dodatkową instrukcję, w której znajdują się wytyczne dotyczące połączenia wszystkich dodatków razem, co z jednej strony wydłuża grę, a z drugiej gwarantuje unikatowe doświadczenie. Przy połączeniu wszystkich dodatków rynek zostaje ograniczony i w sytuacji wykupienia wszystkich kart z danego zestawu, dobierany jest losowo kolejny zestaw z puli. Daje to nutkę nieprzewidywalności, ale niestety zwiększa też mocno losowość. Podsumowując Wyprawa do El Dorado: Złote świątynie to bardzo udana, dynamiczna i wciągająca gra wyścigowa z prostymi zasadami, ale satysfakcjonującą rozgrywką i wysoką regrywalnością. Nie sądziłem, że uda się jeszcze coś nowego wymyślić w tej serii, ale się udało i to jak! To jeden z tych tytułów, do którego chętnie się wraca. Moja ocena to: 8/10.
Nigdy nie byłem jakimś turnofanem Wyprawy do El Dorado.
Naprawdę liczyłem, że Złote Świątynie coś tutaj zmienią, ale jednak nie.
Nie jest to taki deckbuilding, jaki myślę lubią fani gatunku (Brzdęk, Tyrantsi, czy nawet takie gry jak Arnak, albo Diuna odjeżdzają tej grze znacznie). I wiem, ze ktos powie NO JAK MOZNA POROWNYWAC EL DORADO DO TYCH GIER). No mozna, bo wszystkie one napedzane sa w jakis mniejszy lub wiekszy sposób przez budowanie talii.
Tutaj nawet nie tyle, że jest ono prosto, ale nie niesię ono jakichś większych emocji. Zbieramy te symbole, czasem karty z umiejkami i ścigamy się kto pierwszy zdobędzie artefakty ze świątyn. Osoba, ktora za bardzo odleci innym jest juz nie do dogonienia.
Ładnie wydane, chociaz mi się Dutrait już przejadł.
I niestety siostrzeńcy też nie zapałali entuzjazmem i to wpłyneło na pewno na ocenę końcową :)