Wczzsy na wyspie przede wszystkim to ciekawy scenariusz mający miejsce w odizolowanej, niewielkiej miejscowości. Gry niemieckiego wydawnictwa Hidden Games są kojarzone z dobrej jakości rekwizytami, i to też należy zaliczyć na plus, aczkolwiek dla mnie merytoryczna strona zawartości jest i tak kluczowym czynnikiem do oceny. A jak wyszło? Przyznaję, że tu mam mieszane uczucia, porównując je z serią (również przeze mnie zrecenzowaną) Cold Case. Nie lubię przede wszystkim, gdy sprawa składa się z mini-zagadeczek-utrudniaczy, które same w sobie nie są trudne, ale irytują faktem, że musimy odkrywać mikroinformacje (od kiedy na mapie się nie zaznacza skali?), które powinny zostać nam jako śledczym podane wprost, takie jak pełne imię znaczącej w mieście osoby zamieszanej w sprawę, ich dane adresowe, numery telefonów itd. - tych podstawowych informacji nam tu nie podano, bawimy się więc w "kotka i myszkę" przeglądając stos materiałów, by je otrzymać, tym samym zupełnie niepotrzebnie przedłużając czas gry. W serii Cold Case takich utrudniaczy, które mają marginalne znaczenie dla samego śledztwa, praktycznie nie występują. Niektóre rzeczy w śledztwie bardzo raziły naiwnością tak, że zastnawiałem się, czy to prawdziwa sprawa kryminalna, czy głupiutki escape room - co więcej, niektóre "mini-zagadeczki" były na siłę tajemnicze, tzn. również sztucznie wydłużały tylko grę. Na plus natomiast należy dodać fakt, że w trakcie zbierania informacji dowiadujemy się o różnych, znaczących animozjach między wieloma osobami w mieście.
Mamy także kilka atrap stronek, które robią wrażenie na niektórych osoboach, dla mnie to kolejny utrudniacz w dostępie do informacji - tutaj np. możemy pobawić się w telefon przez stronkę internetową (czyli odsłuchać jednostronnie wiadomość), tam zdobyć jakąś brakującą informację (wyżej wspomniałem o tych irytujących puzzlach-brakujących informacjach) czy tak jakby włamać się na konta np. poczty osoby, o której dowiemy się w trakcie gry. Widać tu pewną niekonsekwencję: z jednej strony udają prawdzwie, z drugiej nie do końca, amtorszczyznę widać na każdym kroku, przykładowo na skrzynce email znajdujemy dosłownie 1 wiadomość, widać też mnóstwo niedoróbek a nawet uciążliwe, choć na szczęście nie eliminujące grę, błędy na prostych stronach na ekranach moblinych. Niektóre rozwiązania bardzo wątpliwe, np. - to nie spoiler, bo dowiadujemy się o nim zaraz na początku - chat imityujący prawdziwą rozmowę przez internet jest tak ograniczony, że zastanawia czemu w ogóle został stworznony. Chwalona przez recenzenta niżej kolorowa mapka wygląda jak wyjęta z książeczki dla 8-latków. Nie jestem też fanem skanowania kodów QR przez telefon. Natomiast rekonstrukcja wydarzeń na podstawie dostępnych materiałów (nie będa pisał jakich) to ciekawy patent.
Podsumowując, za pomysł na fabułę plus, dbałość o jakość rekwizytów także na plus, natomiast uciążliwość w zdobywaniu podstawowych informacji, lekkie ocieranie się w kilku miejscach o escape-roomowe zagadeczki, miejscami rażąca naiwność i niekonsekwencja wybijają z imersji, czego nie miałem w przypadku Cold Case (w którym w dodatku nie ma żadnych kodów QR, a część internetowa to jedynie końcówy formularz-raport sprawy), który dla odmiany nie posiadał prawie w ogóle kolorowych materiałów i gorszą jakość rekwizytów, to takiej naiwności tam nie dostrzegłem. Jednak merytorycznie seria Cold Case stoi poziom wyżej pod względem odzwierciedlenia faktycznego śledztwa.