Wykonanie tej gry jest bardzo ładne, przykuwa oko i cieszy, ale na początku potrafi przytłoczyć. Wymaga bardzo dużo miejsca i rozłożenie jej wprawionej osobie powinno zająć może z 10-15 minut, w zależności od organizacji komponentów. Na minus zdecydowanie powtarzające się grafiki na kartach, szczególnie karty yokai i bitoku. Generalnie ścieżek do wygranej jest sporo, ale w praktyce to najlepiej jednak zafiksować się wokół kart wizji i pod nie konstruować swoją taktykę. Gra jest dosyć intuicyjna jeśli często gra się w trudniejsze planszówki, nam zajęło 1 z 4 rund, żeby wszystko dobrze opanować.
Gracze wcielają się w duchy Bitoku, które konkurują o tytuł Wielkiego Ducha lasu – gra trwa 4 rundy. Początkowo byłam pozytywnie nastawiona, plansza bardzo mi się spodobała, podczas gry widoczna była integracja licznych złożonych mechanik ale zarazem spójnych, estetyka i wykonanie zachwyca. Reguły są nieco skomplikowane, z początku trzeba się dobrze przygotować z zasad. Tryb solo nie każdemu przypasuje. Ogólnie jakoś mocno nie wywarła na mnie ta gra wrażenia, bym chciała do niej wrócić.
Do zakupu Bitoku przymierzałem się już od jakiegoś czasu, ale dzięki Poczcie Planszówkowej miałem okazję najpierw wypróbować ten tytuł. Gra przyciąga oko wykonaniem i grafikami inspirowany mitologią japońską sprawiają, że trudno oderwać od niej wzrok. Niestety, za tą wizualną magią kryje się dość ciężka, momentami przeładowana różnymi mechanikami gra, która nie każdemu może przypaść do gustu. Plansza go gry na pierwszy rzut oka wydaje się nieczytelna, lecz już po pierwszej rozgrywce wszystko staje się jasne. Tak samo z ikonografią pomimo jej natłoku większość symboli po pierwej partii staje się intuicyjne. Gra oferuje wiele ścieżek punktacji do wyboru, ale ich liczba potrafi przytłoczyć, szczególnie na początku. Rozgrywka trawa cztery lata z podziałem na cztery pory roku - wszystkie akcje wykonujemy w fazie lata, a pozostałe pory roku są zbędne, ponieważ służą tylko w zasadzie do porządkowania elementów gry. Podczas swojej tury gracz może zagrać kartę i wykonać akcję, która na niej widnieje, może umieścić odblokowaną kość w odpowiednim rejonie i aktywować go wykonując odpowiednie akcję i uruchamiając odpowiedni budynek (jest to uzależnione jest od siły kości). Gracz może również przeprawić kość przez rzekę, aby pozyskać karty lub wykonać inne specjalne akcje. Zasady gry opisałem tu bardzo, ale to bardzo ogólnikowo, ponieważ szczegółowy opis zająłby zdecydowanie za dużo miejsca i czasu - zainteresowanych odsyłam do instrukcji. Jeśli o instrukcji mowa, jest ona dla mnie napisana koszmarnie, wszystkie karty i znaczniki nazwali Japońskimi określeniami, aby dodać klimatu, jednak zabieg ten powoduje tylko zamieszanie. Dodatkowo w niektórych miejscach instrukcji brak jest rysunków co powodowało u mnie ciągłe wertowanie instrukcji i byłem zmuszony posiłkować się filmami instruktażowymi w internecie. Gra Bitoku ma bardzo ograniczoną kołderkę co może powodować frustrację oraz wymuszać styl gry na ten sprawdzony, który daje zwycięstwo. Interakcja między graczami jest raczej niska i polega na podebraniu sobie karty czy też żetonu. Wariant solo również jest dla mnie przekombinowany - gramy tu przeciwko wirtualnemu graczowi, który ma całą stronę w instrukcji nazwaną dumnie „pętlą aktywacji Tengu”. Dzięki tej pętli rozpatrujemy co zrobi nas przeciwnik, po wylosowaniu karty czytamy kolejne warunki, a jest ich trochę, aby znaleźć ten właściwy i móc w końcu przejść do swojej akcji (podczas rozgrywki czułem się jakbym czytał jakiś poradnik programowania). Pętla akcji wprowadza straszny downtime i zniechęca do gry solo. Bitoku nie jest złą grą, ale mam wrażenie, że ta gra bardziej cieszy oko niż zmysł zabawy planszówkowicza. Dobrze, ze miałem okazję przetestować grę, ponieważ nie mam zamiaru jej kupować. Porównując o wiele lepiej bawię się w grze o podobnej ciężkości jaką jest Bonfire, przy której się odprężam pomimo złożoności, natomiast Bitoku nie daj mi tej radości z grania. Ostatecznie grę oceniam na 6/10