Dla mnie to taka trochę nierówna gra. Ma kilka naprawdę fajnych mechanik, ale nie wszystko podoba mi się tutaj tak samo.
Najbardziej siadły mi karty lokacji i sposób, w jaki działa ich głębokość. Każda lokacja ma kilka poziomów i w trakcie gry stopniowo ją podnosimy, odsłaniając kolejne efekty. Trzeba więc dobrze wyczuć moment, kiedy warto daną kartę podnieść i wykorzystać jej efekt, a kiedy lepiej jeszcze ją zostawić.
Co fajne, dopiero całkowicie podniesioną lokację możemy przenieść do strefy punktowania. I tutaj pojawia się kolejna decyzja, bo z jednej strony chcemy jak najszybciej doprowadzić kartę do końca, żeby zaczęła przynosić nam punkty, ale z drugiej wcześniejsze poziomy mogą być potrzebne do wykonywania akcji. Całkiem fajnie to wymusza planowanie i sprawia, że lokacje nie są tylko kartami, które zbieramy dla punktów.
Do tego dochodzą manty, które bardzo dobrze się w to wszystko wpasowują. Pomagają nam w akcjach i pozwalają lepiej wykorzystać to, co mamy na stole. Największą frajdę mam wtedy, kiedy uda się połączyć kilka elementów i zrobić z jednej akcji małe combo. Wtedy naprawdę czuć, że dobrze się wszystko zaplanowało.
Podoba mi się też rozwijanie talii postaci, chociaż nie jest to dla mnie jakiś wybitny deckbuilding. Tych postaci nie kupujemy aż tak dużo, więc nie jest to główny element gry. Bardziej traktuję je jako narzędzia do tego, żeby lepiej wykorzystywać lokacje i robić ciekawsze kombinacje.
Na koniec dochodzi jeszcze kilka sposobów zdobywania punktów, przede wszystkim całkowicie podniesione i przeniesione do strefy punktowania lokacje, ale też zrealizowane cele oraz liczba kart pozostających na ręce. Dzięki temu nie możemy całkowicie olać żadnego z tych elementów. Szczególnie podoba mi się to, że karty na ręce też mają znaczenie na koniec, więc czasami trzeba się zastanowić, czy lepiej wykorzystać kolejną kartę, czy jednak zostawić ją sobie do punktowania.
I właśnie te wszystkie małe decyzje są dla mnie największą zaletą Aquatiki. Nie jest to jakaś ciężka, mózgożerna gra, ale cały czas coś trzeba planować. Którą lokację podnieść, którą zostawić, kiedy przenieść ją do punktowania, kiedy wykorzystać mantę, którą postać zagrać i czy opłaca się jeszcze coś zrobić, czy może lepiej zachować karty na koniec.
Z drugiej strony mam wrażenie, że po kilku rozgrywka może zacząć brakować trochę świeżości. Mechaniki są fajne, ale sama gra nie daje mi aż tak dużego poczucia różnorodności. Największe emocje nadal daje mi kombinowanie z lokacjami, ale poza tym nie ma aż tylu rzeczy, które sprawiałyby, że kolejne partie byłyby czymś nowym.
Mam też wrażenie, że różnorodność strategii mogłaby być większa. Kręcimy się wokół podobnego schematu: zdobyć odpowiednie lokacje, wykorzystać ich poziomy, zrobić kilka combo i doprowadzić je do końca. Trochę szkoda też, że deckbuilding nie jest mocniejszą częścią gry. Nie jest to też gra, w której każda decyzja boli. Czasami wybór jest dość oczywisty, szczególnie kiedy mamy już dobrze rozwinięty silniczek. Aquatica potrafi dać fajne combo, ale nie zawsze daje poczucie, że musimy podjąć naprawdę trudną decyzję.
Dla mnie to nadal bardzo przyjemna i pomysłowa gra, ale nie na tyle dobra, żebym miał ochotę stawiać ją wśród swoich ulubionych.
7/10 — bardzo fajne kombinowanie z lokacjami i sporo satysfakcji z robienia combo, ale trochę za mało różnorodności, słabszy niż oczekiwałem deckbuilding i dość ograniczona interakcja.