Niezwykłe stworzenia
Do tej gry usiadłem na Grajkonie trochę „z przypadku”. Kumpel zastanawiał się nad zakupem i chciał ją sprawdzić, więc pomyślałem: dobra, zagramy, zobaczymy o co tyle szumu.
Pierwsze wrażenie? Naprawdę pozytywne. Gra jest ładna, czytelna i bardzo szybko wciąga. Już po kilku turach wiedziałem, co robię i jak mniej więcej budować swój silniczek. Wszystko działa płynnie, zasady są logiczne, a łączenie efektów kart daje sporo satysfakcji.
I tu pojawił się pierwszy zgrzyt.
Po tej pierwszej partii miałem takie poczucie: „okej ja już chyba wszystko tu zobaczyłem”. Mechanicznie gra nie kryje wielkich tajemnic. Możesz zrobić praktycznie wszystko już w pierwszej rozgrywce, nie ma efektu odkrywania nowych systemów czy zasad. Jasne, są inne karty, inne kombinacje, ale fundament pozostaje ten sam. Wysyłamy pracowników, zbieramy zasoby, karty i za zasoby budujemy swoje Tableau z kart, których możliwości możemy wykorzystać do zyskiwania zasobów, kolejnych kart, jaj i najważniejsze robienia punktów. Fabularnie zbieramy stworzenia i budujemy rezerwatu.
Kiedy skończyliśmy i powiedziałem coś w stylu:
„Fajna gra, ale chyba nic mnie tu już nie zaskoczy.”
No i teoretycznie temat zamknięty czyli gra 7/10, zagram chętnie, ale nie potrzebuje.
…tylko że nie.
Bo później, wieczorem, złapałem się na tym, że cały czas o niej myślę. Serio. Rozkminiałem sobie w głowie różne kombinacje, co mogłem zrobić lepiej, jakie synergie da się jeszcze wycisnąć z kart. I nagle dotarło do mnie, że to jest właśnie ten typ gry.
To nie jest tytuł, który zachwyca odkrywaniem nowych mechanik.
To jest gra, w której chcesz się ścigać.
Chcesz zrobić lepszy silnik niż poprzednio.
Chcesz szybciej odpalić swoje combo.
Chcesz znaleźć bardziej „elegancką” strategię niż kumpel.
I właśnie przez to… wróciłem i ją kupiłem.
Bo mimo że nie jest to gra wybitna ani przełomowa, to jest po prostu bardzo dobra w tym, co robi. Daje ogromną frajdę z optymalizacji i kombinowania, a przy tym jest przyjemna, lekka w odbiorze i nie męczy.
To taki tytuł, który, nie rozwala głowy, nie zmienia hobby, ale sprawia, że masz ochotę zagrać jeszcze raz. I jeszcze raz. I jeszcze jeden wyścig na punkty.
8/10
Tak jak przy Shallow Sea ten twórca opierał główne mechanizmy o Kaskadię, tak tutaj o Everdella. Choć jest sporo opcji przemielenia talii, to momentami jest ich wręcz za wiele - wzrasta ryzyko odskoczenia znienacka o kilka(naście) punktów. Do tego co partię będzie przerabiana większość kart, zatem po kilku rozgrywkach ma się przewagę nad nowymi graczami, czatując na konkretne efekty. Udany mix wielu znanych inspiracji, lecz z istotnymi minusami do zaakceptowania.