Mialem nie kupowac, bo nie lubię grać solo. Ale przecież w Robinsona, adaptację grową mojej ulubionej dziecięcej lektury grywam sam. A powieści Verne prawie tak samo dobre jak Defoe. I tak łaziła mi po głowie. W końcu znalazłem przyjemną ofertę i się skusiłem. I.. jestem zachwycony. Nie, ze jest to jakieś mechaniczne cudo. To niespieszna, bardzo losowa przygoda, polegająca na ganianiu po "morzach i oceanach" statków imperialistow czyli zetonikow po planszy. Bo musicie wiedzieć, że Nemo jest anarchistą, walczacym z systemem. A powaznie - gra jest klimatyczna, losowa przygodowka na szynach moze Pandemica trochę? Zasadowo w miare prosto, choc instrukcja taka starodawna, czasem brakuje ilustracji, czasem przykladu. Przepięknie zilustorwana ręką Iana O'Toole, tak karty jak i epicka mapa. Ma taki mały tryb kooperacjny (nie testowałem jeszcze), w ktorym chyba mozna dolączyc dzieciaki, zeby zapoznać je z Kapitanem Nemo. Nieoczekiwanie Wojna Nemo trafia u mnie na półkę obok Robinsona i Frostpunka w kategorii pograć samemu w ponury listopadowy wieczór. Bardzo przyjemne.