Świetna gra o budowaniu miasteczka na Dzikim Zachodzie. Jest bardzo dobrze wykonana, super plansza, ciekawe grafiki i nie zajmuje dużo miejsca na stole. Bardzo nam się spodobały zastosowane mechaniki w tej grze i westernowy klimat. Zasady gry są dobrze przemyślane, nie ma tu prawie negatywnej interakcji, jest dużo możliwości rozwoju miasteczka i handlu. Duży plus dla autora i wydawcy za dodanie plastikowego organizera i pustych woreczków strunowych do pudełka - elementy, o których często nie pomyślą wydawcy gier za 300 i więcej złotych. Dzięki temu, grę można łatwo uporządkować i bardzo szybko ją się rozkłada i z powrotem pakuje do pudełka. Dzięki zastosowaniu limitu tur, gra się nie dłuży, trwa około 1-2 godziny, w zależności od ilości graczy. Jedna z najlepszych gier w jakie ostatnio graliśmy, bardzo się nam spodobała i już wiemy, że wiele razy do niej wrócimy. Więcej takich gier 5/5!
Kumpel przyniósł West Story, grę, którą otrzymał z pierwszej wspieraczki w swoim życiu. Siadałem więc do stołu bez żadnych oczekiwań, bo w końcu to nie ja ją wspierałem i nie miałem wobec niej żadnych emocjonalnych zobowiązań. Tym większe było moje zaskoczenie, gdy okazało się, że to tytuł idealnie balansujący pomiędzy grą rodzinną a euro o średniej złożoności.
Największą frajdę sprawiało mi rozwijanie własnego tableau. Każda nowa karta budynku czy elementu miasta dawała realne poczucie progresu, miasteczko rosło, zaczynało „działać”, a kolejne akcje coraz lepiej się ze sobą zazębiały. Bardzo cenię gry, w których po kilku rundach mogę spojrzeć na swoją planszę i pomyśleć: „okej, to naprawdę jest moje miasto”, i tutaj dokładnie to dostałem.
Mechanika produkcji zasobów oparta na kościach jest sprytna w swojej prostocie. Wyniki na kościach wskazują, z których kart umieszczonych w dwóch rzędach otrzymujemy zasoby. Z jednej strony wszystko jest bardzo intuicyjne, z drugiej, zmusza do kombinowania. Nie zawsze dostajesz to, czego akurat potrzebujesz, ale właśnie w tym tkwi urok gry. Trzeba się dostosować, zmienić plan, czasem odpuścić jedną ścieżkę na rzecz innej. Zamiast frustracji czułem raczej satysfakcję z wyciągania maksimum z dostępnych możliwości.
Bardzo podobał mi się też handel w miastach. Odpalając tę akcję, zyskujemy dodatkową akcję z naszego tableau oraz punkty na koniec gry, zależne od liczby dysków umieszczonych w danym mieście. Alternatywą są napady na miasta, które dają samą akcję (bez punktów końcowych), chyba że gramy wariant z punktami ujemnymi. Do tego dochodzą bandyci, których możemy pokonać i dostarczyć do miasta, zdobywając punkty oraz pieniądze, a tych w West Story naprawdę nigdy nie jest za dużo.
Podoba mi się również to, że w pierwszej części gry zasobów jest raczej niewiele. Trzeba pamiętać, że po wykonaniu akcji będziemy jeszcze kupować karty, co mocno wpływa na planowanie i zarządzanie ekonomią. Gra wymaga myślenia kilka kroków do przodu, ale nie przytłacza.
Klimat westernu jest wyczuwalny, ale nie nachalny. Grafiki są przyjemne, czytelne i spójne tematycznie. West Story nie próbuje być krzykliwe, zamiast tego stawia na estetykę i funkcjonalność, co bardzo mi odpowiada. Plansza może nie jest ogromna, ale w zupełności wystarczająca, by dobrze się bawić. Na osobne wyróżnienie zasługują dodatkowo dokupione metalowe monety, które wyglądają świetnie, oraz metalowy znacznik pierwszego gracza w formie odznaki szeryfa, bez przesady, to najlepszy znacznik pierwszego gracza, jaki widziałem w jakiejkolwiek grze.
Oczywiście, West Story nie jest tytułem idealnym. Myślę, że po kilku partiach da się zauważyć pewną powtarzalność schematów, a interakcja między graczami ma raczej pośredni charakter. Bardziej „kradniemy” sobie karty, rywalizujemy o miejsca w miastach i ograniczoną liczbę pól, niż bezpośrednio sobie przeszkadzamy. Jeśli ktoś szuka agresywnej rywalizacji lub dużej dawki negatywnej interakcji, może poczuć niedosyt. To bardziej wyścig i zabawa w zbieranie punktów, symboli oraz synergii na kartach.
Osobiście ponarzekam jeszcze na liczbę kart, ich rodzajów mogłoby być więcej, zwłaszcza takich z ciekawszymi efektami. Owszem, losowe zestawy kart na rynku zwiększają regrywalność, ale widzę tu spore pole do rozwoju. I bardzo dobrze, bo to znaczy, że gra ma potencjał.
West Story to tytuł, do którego chętnie wrócę. Nie dlatego, że robi coś rewolucyjnego, ale dlatego, że robi wiele rzeczy po prostu dobrze. Jest przyjemna, płynna, klimatyczna i daje wyraźne poczucie rozwoju bez zbędnego przeciążenia zasadami. Przy lżejszych grach zawsze obawiam się braku ciekawych decyzji, tutaj ich nie brakowało. Nawet jeśli pod koniec rozgrywki pojawiają się momenty „kupowania punktów”, nie jest to dominujące.
Kumpel zapowiada zakup dodatku Pionierzy i bardzo chętnie sprawdzę, czy doda on jeszcze więcej „gry w grze”.
8/10