West Story to eurogra osadzona na Dzikim Zachodzie, w której rozwijasz własne miasteczko, zatrudniasz mieszkańców i rozbudowujesz dostępne akcje. Każda nowa karta trafia na planszetkę miasta, wzmacniając konkretne działania i tworząc coraz sprawniej działający silniczek.
Najciekawszym elementem gry jest sposób aktywowania akcji. Ich siła zależy od wyników kości, dlatego ważne jest nie tylko zdobywanie nowych kart, ale też odpowiednie rozmieszczenie ich w mieście. Z czasem pojawiają się coraz ciekawsze kombinacje, a dobrze zaplanowana sekwencja akcji potrafi przynieść naprawdę satysfakcjonujące efekty.
Lubię West Story za to, że rozwój miasta jest tu bardzo odczuwalny. Początkowo możliwości są ograniczone, ale z każdą rundą pojawia się więcej opcji i coraz ciekawszych zależności między kartami.
Dla kogo?
To dobry wybór dla osób, które lubią budowanie własnego silniczka i planowanie kolejnych ruchów. Sprawdzi się u fanów średnio ciężkich eurogier, ale początkujący również powinni sobie poradzić dzięki stosunkowo przejrzystym zasadom
Konie przebiegają Ci drogę, w oddali słyszysz dźwięk zamykanych drzwi do Saloonu, a niedaleko Ciebie stoi dwóch rewolwerowców...
"West Story: A Town Buliding Game" to gra planszowa w klimacie Dzikiego Zachodu. Gracze budują własne miasteczka, zagrywają karty i wykonują różne akcje, żeby rozwijać swoją planszę i zdobywać punkty.
Tematyka westernu może nie spodobać się każdemu, ale zasady gry są dość uniwersalne i łatwo się w nią wciągnąć. W trakcie gry kupujemy karty, rozwijamy swoje miasto i planujemy, w jakiej kolejności wykonywać akcje, żeby osiągnąć jak najlepszy wynik.
Na początku gra może wydawać się trochę skomplikowana, bo na stole jest dużo elementów. Po przeczytaniu instrukcji i rozegraniu pierwszej partii okazuje się jednak, że zasady są całkiem proste. To raczej gra o średnim poziomie trudności, która daje sporo możliwości, ale nie jest trudna do zrozumienia.
Pod względem wykonania gra wygląda bardzo dobrze. Elementy są solidne i ładnie wykonane. Szczególnie dobrze prezentują się znaczniki krów i postacie kowbojów. Plansza i karty są czytelne, więc łatwo zorientować się, co dzieje się na stole.
West Story to dobra gra dla osób, które chcą spróbować czegoś trochę bardziej zaawansowanego niż proste gry rodzinne. Ma dobre wykonanie i dość proste zasady, gdy już się je pozna. Mimo drobnych niejasności w instrukcji potrafi dać sporo satysfakcji i może być dobrym wstępem do bardziej rozbudowanych gier planszowych.
🔹Ilość graczy: 2-4
🔹Wiek graczy: 10+
🔹Czas gry: 50-100 minut
Świetna gra o budowaniu miasteczka na Dzikim Zachodzie. Jest bardzo dobrze wykonana, super plansza, ciekawe grafiki i nie zajmuje dużo miejsca na stole. Bardzo nam się spodobały zastosowane mechaniki w tej grze i westernowy klimat. Zasady gry są dobrze przemyślane, nie ma tu prawie negatywnej interakcji, jest dużo możliwości rozwoju miasteczka i handlu. Duży plus dla autora i wydawcy za dodanie plastikowego organizera i pustych woreczków strunowych do pudełka - elementy, o których często nie pomyślą wydawcy gier za 300 i więcej złotych. Dzięki temu, grę można łatwo uporządkować i bardzo szybko ją się rozkłada i z powrotem pakuje do pudełka. Dzięki zastosowaniu limitu tur, gra się nie dłuży, trwa około 1-2 godziny, w zależności od ilości graczy. Jedna z najlepszych gier w jakie ostatnio graliśmy, bardzo się nam spodobała i już wiemy, że wiele razy do niej wrócimy. Więcej takich gier 5/5!
Kumpel przyniósł West Story, grę, którą otrzymał z pierwszej wspieraczki w swoim życiu. Siadałem więc do stołu bez żadnych oczekiwań, bo w końcu to nie ja ją wspierałem i nie miałem wobec niej żadnych emocjonalnych zobowiązań. Tym większe było moje zaskoczenie, gdy okazało się, że to tytuł idealnie balansujący pomiędzy grą rodzinną a euro o średniej złożoności.
Największą frajdę sprawiało mi rozwijanie własnego tableau. Każda nowa karta budynku czy elementu miasta dawała realne poczucie progresu, miasteczko rosło, zaczynało „działać”, a kolejne akcje coraz lepiej się ze sobą zazębiały. Bardzo cenię gry, w których po kilku rundach mogę spojrzeć na swoją planszę i pomyśleć: „okej, to naprawdę jest moje miasto”, i tutaj dokładnie to dostałem.
Mechanika produkcji zasobów oparta na kościach jest sprytna w swojej prostocie. Wyniki na kościach wskazują, z których kart umieszczonych w dwóch rzędach otrzymujemy zasoby. Z jednej strony wszystko jest bardzo intuicyjne, z drugiej, zmusza do kombinowania. Nie zawsze dostajesz to, czego akurat potrzebujesz, ale właśnie w tym tkwi urok gry. Trzeba się dostosować, zmienić plan, czasem odpuścić jedną ścieżkę na rzecz innej. Zamiast frustracji czułem raczej satysfakcję z wyciągania maksimum z dostępnych możliwości.
Bardzo podobał mi się też handel w miastach. Odpalając tę akcję, zyskujemy dodatkową akcję z naszego tableau oraz punkty na koniec gry, zależne od liczby dysków umieszczonych w danym mieście. Alternatywą są napady na miasta, które dają samą akcję (bez punktów końcowych), chyba że gramy wariant z punktami ujemnymi. Do tego dochodzą bandyci, których możemy pokonać i dostarczyć do miasta, zdobywając punkty oraz pieniądze, a tych w West Story naprawdę nigdy nie jest za dużo.
Podoba mi się również to, że w pierwszej części gry zasobów jest raczej niewiele. Trzeba pamiętać, że po wykonaniu akcji będziemy jeszcze kupować karty, co mocno wpływa na planowanie i zarządzanie ekonomią. Gra wymaga myślenia kilka kroków do przodu, ale nie przytłacza.
Klimat westernu jest wyczuwalny, ale nie nachalny. Grafiki są przyjemne, czytelne i spójne tematycznie. West Story nie próbuje być krzykliwe, zamiast tego stawia na estetykę i funkcjonalność, co bardzo mi odpowiada. Plansza może nie jest ogromna, ale w zupełności wystarczająca, by dobrze się bawić. Na osobne wyróżnienie zasługują dodatkowo dokupione metalowe monety, które wyglądają świetnie, oraz metalowy znacznik pierwszego gracza w formie odznaki szeryfa, bez przesady, to najlepszy znacznik pierwszego gracza, jaki widziałem w jakiejkolwiek grze.
Oczywiście, West Story nie jest tytułem idealnym. Myślę, że po kilku partiach da się zauważyć pewną powtarzalność schematów, a interakcja między graczami ma raczej pośredni charakter. Bardziej „kradniemy” sobie karty, rywalizujemy o miejsca w miastach i ograniczoną liczbę pól, niż bezpośrednio sobie przeszkadzamy. Jeśli ktoś szuka agresywnej rywalizacji lub dużej dawki negatywnej interakcji, może poczuć niedosyt. To bardziej wyścig i zabawa w zbieranie punktów, symboli oraz synergii na kartach.
Osobiście ponarzekam jeszcze na liczbę kart, ich rodzajów mogłoby być więcej, zwłaszcza takich z ciekawszymi efektami. Owszem, losowe zestawy kart na rynku zwiększają regrywalność, ale widzę tu spore pole do rozwoju. I bardzo dobrze, bo to znaczy, że gra ma potencjał.
West Story to tytuł, do którego chętnie wrócę. Nie dlatego, że robi coś rewolucyjnego, ale dlatego, że robi wiele rzeczy po prostu dobrze. Jest przyjemna, płynna, klimatyczna i daje wyraźne poczucie rozwoju bez zbędnego przeciążenia zasadami. Przy lżejszych grach zawsze obawiam się braku ciekawych decyzji, tutaj ich nie brakowało. Nawet jeśli pod koniec rozgrywki pojawiają się momenty „kupowania punktów”, nie jest to dominujące.
Kumpel zapowiada zakup dodatku Pionierzy i bardzo chętnie sprawdzę, czy doda on jeszcze więcej „gry w grze”.
8/10