Liczba wystawionych
opinii: 316
14.03.2025 17:23
Najlepszym chyba gateway'em do świata gier planszowych jest współcześnie "Wsiąść do pociągu". Podejrzewam, że to ta gra przyciągnęła do hobby planszówkowego najwięcej nowych graczy w okresie ostatnich kilku lat.
Nie wszyscy jednak szukają coraz to trudniejszych wyzwań. Nie wszyscy - nawet jeśli polubią planszówki - będą chcieli zaraz mierzyć się z Brassem, Cywilizacją (Poprzez Wieki), Ark Nova czy Terraformacją Marsa. Sporo grupa, zamiast tego, wolałaby pozostać na podobnym poziomie skomplikowania zasad oraz wytężania umysłów w trakcie rozgrywki. Ileż jednak można jednak grać w "pociągi"? Co jakiś czas ogłasza się tytuły, które mają być "killerem" wspomnianego "Ticket to Ride". Wiele osób wskazuje ostatnio na Tower Up (swoją drogą - świetna gra). Jednak dla mnie numerem jeden jeśli chodzi o "analogiczny" tytuł (czyli żeby był pod każdym względem podobnym a jednak innym) do "Wsiąść do pociągu" jest właśnie Sunrise Lane.
Gra się bardzo szybko (nie wierzcie w pudełkowe 45", no może przy 4 osobach). Zasady w zasadzie sprowadzają się do dwóch akcji i niezbyt skomplikowanej punktacji (bieżącej i końcowej).
Mamy mapę pewnego obszaru, który będziemy zabudowywać. Każde pole ma swój kolor oraz liczbę kropek. Zaczynamy mając 3 karty na ręku oraz pulę "pięter domków". W swojej turze - albo dobieramy 2 karty, albo budujemy budynki. Jeśli dobieramy karty - to musimy pamiętać, że na koniec swojej tury nie może zostać ich więcej niż 5 na ręce (to co ponad limit - wybieramy i odrzucamy). Jeśli budujemy to zasada jest prosta: możemy postawić w swojej turze tyle budynków ile chcemy oraz maks. 1 park. Żeby postawić budynek musimy wybrać dozwolone pole (dla 1 budynku/parku to dowolne pole przylegające do środka planszy lub do wcześniej zbudowanego przez kogoś budynku, dla każdego następnego budynku/parku - musi on sąsiadować z budynkiem/parkiem wybudowanym bezpośrednio przed nim). Odrzucamy karty w kolorze pola - ile kart odrzucimy tylu piętrowy będzie budynek. Ustawiamy swój domek (kładąc piętra jedno na drugim) i zdobywamy tyle punktów ile pięter ma nasz domek przemnożone przez liczbę kropek na polu, na którym go postawiliśmy (dwupiętrowy budynek na polu z 3 kropkami da nam 6 punktów). Budowa parku odbywa się na takich samych zasadach jak budynku, wymaga od nas 1 karty, ale! kolor odrzucanej karty nie musi pasować do koloru pola. Jednak za park nie punktujemy, a żeby zbudować park musimy mieć możliwość dobrania odpowiedniego żetonu z puli ogólnej (muszą tam one jeszcze być). Po zakończeniu budowy w swojej rundzie (pamiętajmy - możemy budować więcej niż 1 budynek) - dobieramy kartę.
Gra się aż komuś nie zostaną co najwyżej 2 budynki. Wówczas dokańcza się rundę i zlicza punkty końcowe. Na planszy są 4 kwadratowe regiony, które punktują (na zasadzie rankingu) za najwyższe budynki lub za największą liczbę budynków. Ponadto na całej planszy patrzymy na największą grupę ("klaster") budynków i również stosujemy punktację rankingową (są określone punkty za 1. miejsce, za 2. miejsce i za 3 miejsce). Kto zdobył najwięcej punktów - wygrywa.
Gra idzie błyskawicznie. Jak to u dra Knizii - ma sporą dawkę losowości, ale wbrew pozorom nie jest ona irytująca; nie jest też jakoś wyjątkowo skomplikowana (nie tylko pod względem zasad, ale i pod względem strategicznego myślenia)..
I na koniec jeszcze kilka słów o wykonaniu:
pudełko średniej wielkości - i tak mogłoby być 2 razy mniejsze (zwłaszcza, że nawet składana plansza nie wypełnia go we wszystkich wymiarach. Plastikowe pionki "domków" - beznadziejnie wykonane. Niby odróżniają się nie tylko kolorem, ale i kształtem - ale to powoduje, że nie wszystkie domki można tak samo swobodnie ustawiać w stos - w niektórych przypadkach trzeba dbać o właściwą orientację, a innych - nawet to nie pomaga - tak kiepsko zrobione są te elementy. Karty są kolorowe i - by zadbać o daltonistów - mają symbole, które pozwalają je rozróżniać między sobą. Odpowiadające im grafiki znajdziemy na planszy, na krawędzi pól. Ale są one tak małe, że praktycznie niewidoczne, a niektóre kolory nie są tak kontrastowe.
No i kolorystyka pionków... jakoś tak mi nie leży... taka bura. Ale to już kwestia gustu.
I tak polecam taki poziom trudności do "Wsiąść do pociągu: Pierwsza podróż" (tej dla dzieci ;-)).