Pomimo settingu to nadal Pandemic wraz ze wszystkimi swoimi przywarami. Misje polegają oczywiście na zebraniu odpowiedniego koloru kart, pewne urozmaicenie, to kilku złoczyńców na planszy z różnorodnymi umiejętnościami. Znowu to prosty koop, znowu niski poziom trudności, znowu smak starej mechaniki Pandemica i powtarzalności. Dla kogoś, kto z Pandemic nie miał do czynienia, może i warto spróbować, w końcu kultowy system, dla pozostałych będzie to kolejny wtórnik gry z dość starymi mechanikami.
Zacznijmy od plusów. Do zalet gry na pewno zaliczyć można tematykę. Również zasady nie są zbyt trudne (choć instrukcja mogłaby być przejrzystsza - jednak jak ktoś grał już w Pandemica może się łatwo skupić na najważniejszych różnicach). Sama rozgrywka nie jest banalna, a czas gry nie jest zbyt długi. Jednak gra moim zdaniem jest już troszkę wtórna i nie wciąga na dłuższy czas - nawet tych, którzy po raz pierwszy mają styczność z tą mechaniką. Ale może moja ocena wynika z tego, że nie jestem fanem Pandemica i nie rozumiem tego hype'u na tę grę.
Star Wars: Wojny Klonów to kooperacyjna gra planszowa oparta na znanej mechanice serii Pandemic, osadzona w uniwersum Gwiezdnych Wojen. Gracze wcielają się w bohaterów Republiki i wspólnie starają się powstrzymać rozprzestrzeniające się zagrożenie w postaci armii droidów. W trakcie rozgrywki przemieszczamy się po planszy pomiędzy planetami, walczymy z przeciwnikami, realizujemy misje oraz staramy się pokonać głównego antagonistę, który wpływa na przebieg gry poprzez własną talię kart i unikalne zdolności. W grze przyjdzie nam się zmierzyć z Generałem Grievous, Hrabią Dooku, Darth Maul lub Asajj Ventress. Do zakupu zachęcił mnie fakt, że jestem wielkim fanem Star Wars, szczególnie okresu Wojen klonów, oraz całej serii Pandemic. Gra była mocno reklamowana i zbierała świetne opinie, więc oczekiwania miałem spore. Po pierwszej partii byłem naprawdę pozytywnie nastawiony, jednak z każdą kolejną gra zaczęła tracić. Największym problemem okazała się powtarzalność i schematyczność rozgrywki. Do standardowej mechaniki „zarażania” tutaj nazwaną inwazją dochodzi obsługa antagonistów, dociąganie kart, rozpatrywanie ich i ciągłe przekładanie elementów. Z czasem robi się tego po prostu za dużo i zaczyna to męczyć. Miałem wrażenie, że więcej czasu spędzam na obsłudze gry niż na samej zabawie. Dodatkowo dochodzi element losowości przy walce, bo używamy kości. Owszem, możemy lekko wpływać na wynik kartami klonów z ręki, ale nie daje to większych emocji. Nie do końca przekonały mnie również postacie Jedi, wprawdzie mamy tutaj do dyspozycji: Obi-Wan Kenobi, Yoda, Anakin Skywalker, Mace Windu, Ahsoka Tano, Aayla Secura oraz Luminara Unduli to ich zdolności wydają się dość słabe i na tle przeciwników wypadają blado, co trochę zaburza odczucia z rozgrywki. Dziwnie wypada też nazewnictwo w polskiej wersji, określenie „złoczyńcy” jakoś zupełnie mi tu nie pasuje. Na plus na pewno zasługuje wykonanie, figurki prezentują się bardzo dobrze i aż proszą się o pomalowanie. Do tego dochodzą grafiki inspirowane filmem i serialem, które dobrze budują klimat. W przedsprzedaży dostępne były także złote jednostki droidów, które jeszcze bardziej podbijały wrażenia z gry. Jednak nie samym wyglądem stoi gra, a właśnie rozgrywką, która tutaj jest niestety mocno przeciętna. Podsumowując Star Wars: Wojny Klonów to gra, która ma solidne podstawy i świetne uniwersum, ale niestety cierpi na powtarzalność, nie generuje większych emocji podczas rozgrywki i posiada zbyt dużą ilość obsługi gry. Początkowy efekt „wow” szybko mija, a rozgrywka traci na atrakcyjności. Pomimo ogromnego hype’u na tę grę, zdecydowanie wolę sięgnąć nawet po World of Warcraft: Wrath of the Lich King, który daje mi więcej frajdy, nawet mimo swoich wad. Moja ocena końcowa to tylko 6/10.