To moja pierwsza rozgrywka w grę Vitala Lacerdy i przed rozgrywką miałem sporo obaw. Nie byłem i nie jestem pewien, czy w tak ciężkim euro w ogóle będę w stanie grać konkurencyjnie i odnaleźć się w gąszczu zależności oraz zasad. Po partii mogę jednak powiedzieć, że bawiłem się świetnie, a sama rozgrywka dała mi mnóstwo satysfakcji.
Najbardziej urzekła mnie liczba możliwości, jakie gra oddaje w ręce graczy. Możemy rozwijać technologie, budować konstrukcje, stawiać budynki, eksplorować powierzchnię planety, rozwijać kolonię, realizować kontrakty czy skupiać się na zdobywaniu punktów na wiele różnych sposobów. To ogromna piaskownica, w której niemal każda decyzja otwiera kolejne ścieżki rozwoju. Liczba dostępnych dróg do zwycięstwa robi naprawdę duże wrażenie, choć podczas pierwszej partii może być również nieco przytłaczająca.
Szczególnie spodobał mi się system przemieszczania między orbitą a powierzchnią Marsa. W zależności od tego, gdzie aktualnie się znajdujemy, mamy dostęp do zupełnie innych akcji, a dodatkowo z góry wiemy, ile czasu spędzimy w danej lokalizacji. Sprawia to, że planowanie staje się niezwykle istotne. Czasami wystarczy źle zaplanować moment powrotu na planetę lub na orbitę, aby samemu się przyblokować i stracić cenne akcje.
Bardzo ciekawie działa również mechanika technologii. Możemy korzystać z rozwiązań opracowanych przez innych graczy, a w zamian właściciel technologii otrzymuje możliwość jej dalszego rozwijania. Dzięki temu gracze pozostają ze sobą w ciągłej interakcji, nawet jeśli każdy realizuje własny plan na rozgrywkę.
Muszę też oddać grze jedno, może nie jest szczególnie klimatyczna w takim tradycyjnym rozumieniu, gdzie emocje buduje narracja czy opowieść płynąca z rozgrywki. Nie czułem się, jakbym faktycznie był astronautą walczącym o przetrwanie na Marsie. Jednocześnie jest ona bardzo tematyczna. Większość mechanik ma sens w kontekście budowy i rozwoju marsjańskiej kolonii. Rozwijanie technologii, stawianie budynków, rozbudowa infrastruktury czy wspólne przygotowywanie planety do życia nie sprawiają wrażenia abstrakcyjnego zbierania punktów. Temat jest mocno obecny i dobrze wspiera mechanikę.
Im dłużej grałem, tym bardziej doceniałem również poziom jej dopracowania. Widać, że praktycznie wszystko zostało tutaj przemyślane i powiązane ze sobą. Jedna decyzja wpływa na kolejne elementy systemu, które następnie oddziałują na następne. Mechanizmy zazębiają się niczym trybiki w dobrze zaprojektowanej maszynie. To właśnie dzięki temu nawet pozornie proste akcje mają znaczenie, a satysfakcja z budowania skutecznego silniczka jest ogromna.
Największym wyzwaniem na początku było dla mnie znalezienie odpowiedzi na pytanie: „Co właściwie powinienem robić?”. Gra nie prowadzi za rękę. Początkowo trudno dostrzec ciąg przyczynowo-skutkowy między pojedynczymi akcjami a punktami zwycięstwa. Czasem wykonujemy kilka ruchów tylko po to, aby przygotować się do czegoś, co przyniesie korzyści dopiero za kilka tur. Dopiero z czasem zaczyna się rozumieć, jak poszczególne mechanizmy współpracują ze sobą i jak budować własny plan na rozgrywkę.
Warto też wspomnieć o samym temacie. Kosmos nigdy nie był moją ulubioną tematyką w grach planszowych. Powiedziałbym wręcz, że na rynku jest już trochę przesyt gier osadzonych na Marsie, w kosmosie czy wokół szeroko pojętej eksploracji galaktyki, więc On Mars nie miał u mnie dodatkowych punktów na starcie. Tym bardziej doceniam fakt, że mimo mojego sceptycznego podejścia do tematu gra potrafiła mnie zainteresować.
Nie oznacza to jednak, że gra jest pozbawiona wad. Przede wszystkim On Mars potrafi naprawdę zmęczyć. Po zakończonej partii czułem satysfakcję, ale jednocześnie byłem mentalnie wyczerpany. To jeden z tych tytułów, które wymagają ciągłego analizowania zależności, planowania kilku ruchów do przodu i pilnowania wielu elementów jednocześnie. Przez to momentami mocno odczuwałem upływ czasu przy stole, szczególnie podczas pierwszej partii.
Sama długość rozgrywki również może być problemem. Dla niektórych będzie to epicka przygoda, ale dla mnie zdarzały się momenty, kiedy miałem wrażenie, że gra mogłaby być odrobinę krótsza. Duża liczba dostępnych opcji prowadzi też do paraliżu decyzyjnego, zarówno u nas, jak i u współgraczy. Gdy każdy próbuje znaleźć optymalny ruch, tempo rozgrywki potrafi wyraźnie zwolnić.
Drugim minusem jest wysoki próg wejścia. Oczywiście, siadając do gry Vitala Lacerdy, wiedziałem mniej więcej, czego się spodziewać. Tego typu tytuły słyną z rozbudowanych zasad, wielu zależności i konieczności dokładnego planowania, więc nie mogę powiedzieć, że zostałem czymś zaskoczony. Każdy zainteresowany On Mars powinien mieć świadomość, na co się pisze.
Mimo wszystko po partii pojawiła się u mnie pewna wątpliwość. Zastanawiam się, czy przy tak ogromnym nakładzie czasu i energii, jaki trzeba włożyć w poznanie oraz rozegranie tej gry, otrzymujemy proporcjonalnie dużo satysfakcji. Nie zrozumcie mnie źle, to naprawdę bardzo dobry tytuł, dopracowany i pełen interesujących decyzji. Mam jednak wrażenie, że nie zawsze będę miał ochotę przechodzić przez cały ten proces.
To jeden z tych ciężkich euro, które bardziej podziwiam, niż bezwarunkowo uwielbiam. Doceniam projekt, pomysłowość mechanik i to, jak wszystko jest ze sobą połączone, ale jednocześnie nie jest to gra, w którą zawsze chętnie zagram. Wymaga odpowiedniego nastawienia, czasu i energii. Kiedy już siądę do stołu, potrafi dostarczyć mnóstwo satysfakcji, ale nie jest to tytuł, który spontanicznie wyciągnąłbym przy każdej okazji.
Mam też wrażenie, że ogromna swoboda działania jest jednocześnie jedną z największych zalet i wad gry. Możliwości jest tak dużo, że gracz może przez sporą część partii działać trochę po omacku. Dopiero wraz z kolejnymi rozgrywkami zaczyna się dostrzegać głębię projektu i rozumieć, jak wykorzystać potencjał poszczególnych mechanizmów.
Mimo wysokiego progu wejścia i momentami przytłaczającej liczby opcji, On Mars dostarczył mi mnóstwo przyjemności. To wymagająca, ale niezwykle satysfakcjonująca gra, która nagradza planowanie, analizowanie zależności i poznawanie jej systemów. Po pierwszej partii mam poczucie, że zobaczyłem jedynie ułamek tego, co oferuje, a jednocześnie bardzo chętnie usiądę do niej ponownie.
8/10