Od początku byłem nią zainteresowany, grę zamówiłem już w przedsprzedaży za 150 zł i jest to świetna cena za to co dostajemy w pudełku. Brawa dla czacha games za wydawanie gier w dobrych cenach i często w wersjach deluxe.
W pudełku dostajemy min. przepiękny meszkowy insert, drewniane elementy, zamiast kartonowych co ja bardzo cenię w grach, karty z wspaniałymi grafikami grzybów, ale co najważniejsze dostajemy lekką i przyjemną w tłumaczeniu grę z głębią strategiczną i elementami kontroli obszarów.
Mycelia zaczyna się niepozornie w centralnej części planszy złożonej z modułowych trójkątów w kształcie gwiazdy układamy swoje grzyby Matki, na ręce będziemy mieć po trzy karty grzybów i pięć plansz gracza na pięć grzybów. Na początku będziemy chcieli przede wszystkim poruszać się grzybem matką i rozsiewać zarodniki. Będziemy tworzyć z nich sieć potrzebną do wyhodowania nowego grzyba oraz odkrywać nowe kafelki symbolizujące warunki.
Za chwilę nie będzie już tak spokojnie, za chwilę ktoś wykorzysta zarodniki innego gracza do wyhodowania swojego grzyba, żetony wyhodowanych grzybów zaczną pojawiać się na planszy i rozsiewać kolejne zarodniki, ktoś zablokuje swoim grzybem matką innego gracza przerwie jego grzybnię lub uniemożliwi zarodnikowanie lub obumieranie czyjegoś grzybka. Zacznie się prawdziwa wojna o zarodniki i teren w świecie grzybów. Mało kto zdaje sobie sprawę, że tak wygląda walka grzybów w prawdziwym lesie.
W swojej turze mamy dwie akcje do zagrania, przy czym muszą być to dwie różne akcje. Jest tutaj pole do zaplanowania sobie i uprzykrzenie życia innym.
Akcja zarodnikowania świetnie oddaje klimat gry, gdzie rzucamy kością symbolizującą wiatr i określamy w jakim kierunku polecą nasze zarodniki, ilość zarodników określona jest na karcie grzyba, chyba, że robimy to grzybem matką która rozsiewa dwa zarodniki.
Niektórym osobą przeszkadza trochę losowość rzutu kością, ja jednak bardzo lubię jak mechanika gry oddaje jej temat.
Dużą satysfakcję sprawia mi akcja owocowania, kiedy zabieramy czyjeś zarodniki będące pod naszą kontrolą, żeby wyhodować swoje grzyby. Kontrolę na zarodnikami innego gracza, możemy osiągnąć poprzez obecność na tym samym polu naszego grzyba matki lub jednego z pięciu naszych grzybów. Każdy grzyb ma inne wymagania na jakich kolorach kafli muszą znajdować się zarodniki do jego wyhodowania, te z większymi wymaganiami dają więcej punktów, te z mniejszymi mogą nas szybciej napędzić, bo im szybciej wyhodujemy grzyba, tym szybciej będziemy mogli rozsiewać z niego zarodniki, także musimy obserwować co się dzieje na planszy i podejmować decyzję.
Ex Morte Vita - od życia do śmierci
Właśnie obumieranie to kolejna akcja, gdzie czuję, że robię coś fajnego i odpalam pomagające mi wygrać efekty. Każdy grzyb oprócz matki po dwukrotnym zarodnikowaniu obumiera i usuwamy go z planszy, a kartę wsuwamy pod odpowiedni numer grzyba na planszy.
Następnie odpalamy efekt z karty grzyba, może on być natychmiastowy, stały na całą rozgrywkę oraz taki który ma zastosowanie tylko do jednej konkretnej planszy gracza.
W moim odczuciu największy sens mają efekty natychmiastowe oraz szybko odpalone efekty stałe, bo Mycelia z prawdziwymi graczami to będzie wyścig. Gracze będą dążyć do wsunięcia pod każdą z pięciu swoich plansz gracza jednej karty obumarłego grzyba, żeby odpalić koniec gry i zgarnąć, dodatkowe pięć punktów za żeton końca gry.
I tutaj mam zgrzyt, bo z jednej strony podoba mi się, że to jest szybka dynamiczna gra na 40-90 minut (zależnie od składu osobowego), a z drugiej chciałbym bardziej się pobawić efektami z kart i je wykorzystać.
Podoba mi się, że gra przedstawia cały cykl życia grzybów i jest bardzo wredna, blokujemy siebie nawzajem, podkradamy czyjeś zarodniki, możemy wyrzucić grzyba matkę na dowolny kafel wydając dwa żetony owadów. Żetony owadów pojawiają się w trakcie badania na trójkątach z zaznaczonymi owadami, możemy je zbierać poprzez ruch grzybem matką. Warto je zbierać, żeby wykorzystać w odpowiednim momencie, jeden żeton owada odświeża rynek kart. Wydawanie żetonów owadów nie liczy się do limitu dwóch akcji na turę gracza.
Jak zdobywamy nowe karty grzybów?
Poprzez akcję odkrywania, możemy dobrać jedną kartę z 3 odkrytych kart reprezentujących rynek, albo dobrać w ciemno. Karty możemy zdobywać również z jakiś efektów obumierania.
Na koniec punktujemy za wszystkie grzyby wyhodowane, obumarłe, każde dwa żetony owada i oczywiście gracz który odpalił zakończenie gry zgarnia 5 dodatkowych punktów.
Podsumowując Mycelia to napakowany negatywną interakcją wyścig z walorami edukacyjnymi o cyklu życia grzybów. Uwielbiam negatywną interakcję w grach, dlatego to gra dla mnie i potrafię przymknąć oko na to, że nie wykorzystam wszystkich efektów z kart oraz jak to w grach z kartami na etapie setupu mogę dostać grzyby z większymi wymaganiami, niż inni gracze. W trakcie rozgrywki to wszystko gdzieś się zaciera, bo w każdej sytuacji mogę coś zrobić i czerpię dużą satysfakcję z tego co się dzieje w tej grze. Mycelia chodzi świetnie w każdym składzie osobowym, wiadomo na cztery osoby jest znacznie ciaśniej i więcej jest negatywnej interakcji, ale na dwie osoby też może być bardzo ciasno wszystko zależy od nastawienia graczy. Najbardziej mi się podoba, że tak naprawdę rozgrywkę robią gracze, od nas zależy kiedy będzie koniec gry, od nas zależy czy będziemy grali robiąc każdy swoje na zupełnie innych częściach planszy czy będziemy chcieli wejść w interakcję z innymi graczami. Ponadto rozgrywka będzie za każdym razem inna z uwagi na modularną planszę.
Gra spełniła moje duże oczekiwania w lesie pełnym grzybów (planszówek)
8/10