Miasta na Księżycu – największe osiągnięcie ludzkości. W końcu oderwaliśmy stopy od Ziemi i ruszamy na Srebrny Glob, pierwszy przystanek do gwiazd. Nasze rakiety pełne są zapasów i kolonistów. Nasze roboty – zaprogramowane i gotowe do działań. Wszystko zostało skrupulatnie przemyślane i przygotowane. Szansa na niepowodzenie jest zerowa. Kierunek: Księżyc!
Kolonia księżycowa: Krwawa jatka to strategiczna gra planszowa, w której klasyczna mechanika budowania silniczka zderza się z jego spektakularną awarią. Gracze tworzą wspólny stos, który przyniesie im wiele korzyści, pozwoli rozbudować ich kolonie, ale doprowadzi też do licznych katastrof i strat w ludziach. Gra trwa do momentu, w którym jedna z kolonii doszczętnie opustoszeje albo graczom uda się przekopać na samo dno stosu wydarzeń. Zwycięży osoba z największą liczbą ocalałych!
Na czym to polega?
1. Podczas zabawy wcielamy się w naukowców kierujących projektami tworzenia kolonii na Księżycu. Naszym zadaniem jest zwiększanie populacji, rozwój infrastruktury, zarządzanie zasobami niezbędnymi do przetrwania i szybkie reagowanie w razie kryzysu.
2. Rozgrywka podzielona jest na tury. Na początku każdej z nich odkrywamy wierzchnią kartę ze stosu postępu i rozpatrujemy ją. Wszyscy gracze muszą równocześnie zastosować się do jej poleceń.
3. Na początku talia postępu składa się tylko z kilku kart. Ale w miarę upływu kolejnych tur dołączą do nich kolejne, zawierające zarówno bonusy, jak i zagrożenia dla naszych kolonii. Kiedy talia postępu się wyczerpie, po prostu tasujemy ją i rozpoczynamy dobieranie od nowa.
4. Stałym elementem rozbudowy talii postępu są karty wydarzeń. Ilekroć przyjdzie nam rozpatrzyć kartę Kłopoty, jedno z nich wpada do naszej talii. Stos wydarzeń jest taki sam w każdej rozgrywce, a karty w nim zawsze są ułożone w tej samej kolejności.
5. Wśród kart startowych są też 4 karty Pracy. Gdy któraś z nich zostanie odkryta, rozpoczyna się tura pracy – każdy gracz wybiera i wykonuje jedną z dostępnych akcji pozwalających na zdobywanie surowców i kart oraz wznoszenie budynków.
6. Budynki oferują nam rozmaite efekty: od tych działających w momencie zagrania danej karty, poprzez pasywne premie związane z różnymi akcjami, aż po bonusy, które otrzymujemy, jeśli zdecydujemy się pozbyć danej budowli (a na którymś etapie gry raczej na pewno się na to zdecydujemy). To z tych efektów staramy się stworzyć najbardziej efektywny i wydajny silnik produkcyjny.
7. Najważniejszym zasobem, jakim dysponujemy w grze, są mieszkańcy naszej kolonii. Ilekroć tracimy ludzi, musimy odrzucić odpowiednią ich liczbę ze swojej planszetki. Jeśli nie mamy takiej możliwości, musimy stracić któryś z budynków (każdy z nich ma w rogu liczbę osób, jaką otrzymamy po jego stracie).
8. Jeśli w którymś momencie nie jesteśmy w stanie stracić wskazanej liczby ludzi albo żaden człowiek nie pozostał na naszej planszetce, kolonia ponosi porażkę. Gra dobiega końca, a zwycięzcą zostaje osoba z największą liczbą ocalałych (zarówno na planszetce, jak i w budynkach).
9. Gra dobiega końca również w przypadku, gdy ze stosu postępu zostanie odkryta karta wydarzenia Instrukcja obsługi. W takim przypadku kolonie księżycowe odnoszą sukces, a zwycięzcą zostanie ta najbardziej zaludniona… ale nie nastawiajcie się, że spotka Was to w którejś z pierwszych rozgrywek.
Dlaczego pokochasz tę grę?
Kolonia księżycowa to jedna z tych gier, w które niezwykle łatwo wprowadzić nowe osoby. Podstawowe zasady są proste, a wszelkie zmiany – dokładnie opisane na kartach. Cała strategiczna głębia kryje się w szukaniu połączeń między efektami i… zachowaniu zimnej krwi, kiedy zaczyna się chaos.
W przeciwieństwie do innych gier strategicznych opartych na rozwijaniu silnika produkcyjnego, Kolonia księżycowa oferuje sporo interakcji. I nie chodzi tu bynajmniej o chamskie zagrywki, a o stałe zainteresowanie tym, co robią przeciwnicy. Każdy ich ruch może mieć znaczenie, zwłaszcza karty dorzucane do talii postępu. Lepiej wiedzieć, na co się szykować!
Ilustracje utrzymane w retrofuturystycznym klimacie doskonale współgrają z tematem gry. Kiedy robotom odbija i zaczynają dziesiątkować księżycową populację, nikt nie jest zdziwiony – od początku były co najmniej podejrzane!