Zasady są bardzo proste. W swojej turze zagrywa się zestaw kart o tej samej wartości starając się przebić poprzedni zestaw przeciwnika. Jeśli się to uda, zdobywa się zagrane wcześniej karty i można włożyć je w dowolne miejsce na swojej ręce, co teoretycznie pozwala przygotowywać lepsze układy na kolejne tury. Cały haczyk polega na tym, że kart znajdujących się już na ręce nie wolno przekładać. To właśnie ta mechanika miała być sercem kolejnej gry z serii "pozbądź się kart”
Brzmi ciekawie, ale w praktyce nie zadziałało to tak dobrze, jak się spodziewałem. Bardzo często miałem wrażenie, że gra sama narzuca mi najlepszy, a czasem wręcz jedyny sensowny ruch. Zamiast planować kilka tur naprzód, najczęściej reagowałem na to, co akurat pozwalał mi zrobić układ kart. Decyzji było po prostu za mało, a ich wpływ na wynik nie wydawał się szczególnie duży.
Do tego dochodzi spora losowość. Jeśli początkowa ręka nie ułoży się korzystnie, przez kilka tur można niewiele zdziałać. Oczywiście zdarzają się satysfakcjonujące zagrania i momenty, kiedy uda się dobrze wykorzystać zdobyte karty, ale dla mnie były one zbyt rzadkie. Przez większość czasu miałem poczucie, że bardziej dostosowuję się do kart niż faktycznie realizuję jakiś plan.
Rozgrywki zlewają się ze sobą. Gra jest szybka, działa płynnie i nie ciągnie się niepotrzebnie, ale zabrakło mi tego efektu „jeszcze jednej partii”. Emocji było niewiele, a kolejna rozgrywka nie odkryła przede mną niczego nowego.
Szczerze mówiąc, nie do końca rozumiem, po co na rynek trafia aż tyle prostych liczbowych gierek karcianych. Większość z nich oferuje bardzo podobne doświadczenia i szybko się o nich zapomina. Zamiast kupować kolejną taką pozycję, wolałbym dołożyć trochę więcej do jednej większej, bardziej rozbudowanej gry, która oferuje więcej decyzji i daje większą satysfakcję z rozgrywki.
Na plus na pewno trzeba zaliczyć prostotę zasad, krótki czas gry i estetyczne wykonanie. Myślę, że Jungo znajdzie swoich fanów jako lekki filler. Mnie jednak nie przekonało.
Ocena: 4/10. Ciekawy pomysł nie wystarczył, bo zabrakło tego, co dla mnie w grach najważniejsze, poczucia wpływu na rozgrywkę i interesujących decyzji.