Oceny użytkowników
"Dunder albo kot z zaświatu" to książka, z którą mam mały problem jako bibliotekarz. Dedykowana jest nastolatką w wieku od 14 lat. Treściowo jest w niej kilka opowieści jak to w książkach paragrafowych, które się ze sobą splatają i mieszają. Jedne są bardziej, lub mniej udane, ale ogólnie nie porywają, a przy niektórych miałam wrażenie, że to nie jest już czarny humor, ale dość "obleśne poczucie humoru autora". Może w sumie to nie dziwić, bowiem całość chyba miała być czymś pomiędzy literackimi przygodami Jakuba Wędrowycza, a przytulną i czasem duszną atmosferą wiejskiego "Rancza" - serialu tak lubianego w naszym kraju. No i tu dochodzimy do kwestii, że młodzieży niespecjalnie podoba się ta opowieść, nawet jak lubią paragrafówki, a dla dorosłych język i niektóre sceny są już zbyt infantylne. I taki ten "Dunder" ni pies, ni wydra czytelniczo ;) Ja osobiście uważam, że można spróbować, ale nie polecałabym do wykorzystania w bibliotekach, czy jako prezent.
Rewelacyjna książka paragrafowe. Patrycja i i ja szukaliśmy wszystkich możliwych wątków historii. Idealny tytuł dla sympatyków fantastyki i nawiązań do mitologii słowiańskiej
Zachęcony wysokimi oceanami i pochlebianymi opiniami sięgnąłem po tą książkę. Po przeczytaniu paru stronic poczułem, że niestety źle trafiłem. Po opisie spodziewałem się słowiańskich klimatów, jednak w samej książce jest ich jak na lekarstwo, a jak się pojawiają to bardziej oscylują w bardzo niskich popędach. Ale zaczynając od początku, jest to książka o przygodach kota czarownicy tytułowego Dundera, a skoro mamy do czynienia z grą paragrafową to sami możemy kreować losy głównego bohatera wybierając tą lub inną drogę. Książkę przeczytałem tylko i aż trzy razy, już przy pierwszym podejściu miałem dość, ale postawiłem sobie za cel sprawdzić co autor jeszcze „ciekawego” wymyśli. Książka jest napisana prostym językiem, w tekście znajdują się fragmenty przy których się uśmiechnąłem, choć w większości występowały takie, w których czułem się zniesmaczony. Tytułowy bohater jest kotem bardzo aroganckim i pomimo możliwości wyboru jego zachowania nie pałałem do niego sympatią. Reszta bohaterów też jest trochę irytująca, np. wiedźma, właścicielka Dundera, która w większości przypadków nie wierzy swojemu kotu w nic co ten powie, choć dzieją się tam różne rzeczy potwierdzające jego słowa. Sama fabuła nie zachęca do dalszych eksploracji książki. Tak jak wspomniałem przeczytałem książkę trzy razy, musiałem tym samym przeczytać kilka akapitów ponownie, które mnie nużyły. Opisy są płytkie, postaci irytują, pierwszy raz w książce paragrafowej przeskakiwałem pomiędzy akapitami aby ponownie ich nie czytać. Opowieści z moich podejść do książki można streścić w kilku zdaniach UWAGA SPOILER: przy pierwszym podejściu Dudner spotkał diabła, przeniósł się do jego krainy i gdy nie chciał paktować, to ten zamienił go w żabę. Drugie podejście - wściekła wiedźma z powodu nielegalnej sprzedaży cmentarza przez sołtysa przeklną pijaka leżącego w rowie i rzuca na niego klątwę, kończy się to wszystko wywoływaniem duchów na cmentarzu, co w konsekwencji prowadzi do ataku zombie na wieś. Trzecie zakończyło się w hotelu wybudowanym na cmentarzu gdzie duch obmacywał piersi wiedźmy, finał miał miejsce na zabawie weselnej gdzie duchy zahipnotyzowały gości, jednak Dunder wszystkich uratował gdy duchy zamieniły się w pająki, a ten je zjadł KONIEC SPOILERU. Może się komuś taki rodzaj literatury podobać, ale niestety ja mam za mało czasu aby marnować go na tak słabą książkę. Jeśli ktoś chcę poczytać naprawdę fajne paragrafowi to polecam inne wydane przez Muduko. Finalnie książka wypada z kolekcji, a moja ocena w skali BGG to 5/10.
To nasza ulubiona książka z serii książek paragrafowych. Przeszłyśmy już dwie zupełnie różne przygody z Dunderem i z pewnością nie będą to nasze ostatnie wrażenia związane z tą książką. Serdecznie polecamy ją każdemu czytelnikowi, niezależnie od wieku.
Historia zawarta w tej książce z początku bardzo mnie zaciekawiła, jednak szybko się rozwiązała. Nie zdążyłam przeczytać nawet 30 stron i już poznałam jedno z wielu zakończeń. Fabuła jest dość krótka i mam wrażenie, że książka sama nami kieruje, podsuwając dwie opcje do wyboru, ale dając jedną atrakcyjniejszą. Po przejściu gry musiałam się cofnąć i posprawdzać inne zakończenia. W ten oto sposób odkryłam około 20 różnych finałów. Niektóre z nich są happy endem, inne są trochę bardziej tragiczne. Kilka jest bardzo podobnych do siebie, ale i tak mam frajdę z ich odkrywania. Mniejszą satysfakcję mam, gdy wybranie dwóch różnych ścieżek i tak prowadzi do tego samego paragrafu. Wydaje mi się to lekkim pójściem na łatwiznę. Mimo to myślę, że książka Dunder albo kot z zaświatu ma w sobie wiele do odkrycia! ~ Kasia
Dziś ponownie trochę inaczej, bo nie planszówka a gra książkowa. Jak byc może pamietacie - z mojej "recenzji" Wampira - nie jestem szczególnym znawca gier w takiej formie. Nie mniej jako zapalony(niegdyś) czytelni fantastyki, nie mogłem przejść obok, gry w której okładka stylistycznie bardzo przypominała dzieła Prattcheta(którego kilkadziesiąt książek wciągnąłem jak makaron spaghetti) oraz ciekawy przewrotny temat, gry który jawił mi się jako "seria niefortunnych zdarzeń".
Bez wielki spoilerów powiem, że książka o gadającym kocie, który mieszka wraz ze swoją właścicielka Heleną będąca nowoczesna forma czarownicy. W grze nasz tytułowy Dundee z reguły jest cichym obserwatorem, który tylko w momentach krytycznych wchodzi do akcji.
Mam za sobą już spora część książki i poznałem już kilka zakończeń i muszę powiedzieć, że jestem zadowolony. Autor "Dundera" ma lekki piór które dobrze się czyta. Tytułowa postać dobrze oddaje charakter kota, a i inne postacie są moim zdaniem nieźle napisane. Zaskoczył mnie bardzo wpływ jaki wywarły na mnie niektóre z poznanych już zakończeń, bo zdarzyło mi się nawet uronić lekka łezke nad jednym z nich.
Jeżeli miałbym się do czegos przyczepić to ilustracje w środku książki. Niektóre przed przeczytaniem danego paragrafu zdradzają nam już mniej więcej co nas czeka. A
Natomiast w innych przypadkach są one wciśnięte na siłę i powtarzalne co może nie tyle przeszkadza, co po prostu wydaje mi się niepotrzebne i dawało mi lekkie odczucie, że książka nie mogła być zbyt cienka, więc trzeba było ją nieco wydłużyć ilustracjami.