Najważniejszą rzeczą są oczywiście nowi magowie. W grze, w której tak dużo zależy od tego, jak budujemy swoją talię i jak łączymy ze sobą zaklęcia, każda nowa postać z czarami osobistymi daje trochę świeżości. Niby znamy już zasady, wiemy, jak działa cała gra, a jednak pojawiają się nowe możliwości i kolejne rzeczy do sprawdzenia.
Dodatek pozwala też zwiększyć liczbę graczy do sześciu osób. I tutaj mam mieszane uczucia. Z jednej strony brzmi to świetnie – sześciu magów naparzających się w jednej Loży brzmi dokładnie tak, jak powinno wyglądać Black Rose Wars. Z drugiej strony już przy mniejszej liczbie graczy na planszy potrafi się naprawdę sporo dziać. Przy sześciu osobach chaos może być więc konkretny.
Ale chyba właśnie o ten chaos tutaj chodzi.
Black Rose Wars jest grą, w której lubię to, że sytuacja potrafi zmienić się w jednej chwili. Ktoś przygotowuje sobie combo, ktoś inny wchodzi mu w paradę, nagle pojawia się ewokacja, ktoś dostaje obrażenia, ktoś zdobywa punkty… i nagle cały plan można wyrzucić do kosza. Większa liczba graczy tylko to podkręca.
Nie powiedziałbym jednak, że Ukryte Kolce są dodatkiem niezbędnym. Bez nich Black Rose Wars nadal jest pełnoprawną i bardzo dobrą grą. To raczej coś dla osób, które już wiedzą, że chcą więcej.
8/10