Nowe Horyzonty, oraz ich pierwowzór Beyond the Sun, są moim zdaniem niesłusznie nazywane "excelami". Niesłusznie dlatego, bo większość gier typu euro można nazwać excelami, ale jakoś nikt ich tak nie nazywa. Wydaje mi się, że w tym przypadku pozory nieco mylą, bo autorzy Nowych Horyzontów postanowili uabstrakcyjnić znaną wszystkim Civilization i w pewnym sensie uprościć typowe działania w tego typu grach. W Nowych Horyzontach zatem wiele akcji pomija szczegóły, i między wybraniem akcji a uzyskaną korzyścią nie dzieją się rzeczy "pomiędzy", np. porównując do ekonomicznych czy cywlizacyjnych gier komputerowych: jeśli chcemy wybudować budynek, to tak naprawdę myślimy w tej grze już w kategoriach kosztu i uzyskiwanego zań bonusu, a nie skupiamy się na szczegółach typu pracujący robotnicy, czas budowy, problemy techniczne z budową, umieszczenie tego budynku w mieście itp. - tu jest jak w grach euro: kładziemy pion, uzyskujemy korzyść, i przechodzimy do kolejnej fazy rundy, i tak mniej więcej przez całą grę. Podobnie jest ze wszystkim innym - jeśli ktoś lubi rozwijać poszczególne jednostki jak w jakimś przygodówkowo RPG'owym Heroes of Might and Magic, to ta gra nie ma nic wspólnego z tym gatunkiem. Owa abstrakcyjność może niektórym osobom, bardziej nastawionym na adventure "feel" czy "experience", przeszkadzać, i zapewne stąd wzięły się te mniemania o "excelu". Ja wolę patrzeć na Nowe Horyzonty jako celowe uogólnienia i uproszczenia przez autorów szczegółowych kroków do rozwoju cywilizacji, a których celem jest m.in. przyspieszenie samej rozgrywki, która mogłaby się ciągnąć jak w Through the ages. Gra daje odczucie euro worker-placementa (rywalizujemy z innymi o dostępne pola akcji, które - znowu - kondensują szereg pośrednich czynności "cywilizacyjnych" do jednego ruchu gracza, by uzyskać określony efekt) i specyficznych nagród (technologie połączone w drzewko). Jest tu namiastka eksploracji, bo rozszerzamy losową mapę i odkrywamy kolejne heksogenalne płytki terenu, każda ze swoją specyfiką, tak samo skondensowaną do skrótów jak reszta gry, na których ponad obrazkiem terytorium umieszczono sporo informacji - parametrów, które decydują o jej charakterystyce. Technologie to również w rzeczywistości korzyści zaprzągnięte w mechanizm worker-placement, z fajnym twistem: niektóre technologie udostępniają akcje nowego typu, a akcji podstawowych jest i tak dość sporo na planszy. Choć gra nie jest ogólnie bardzo skomplikowana, trzeba trochę ogarnąć te założenia autorów, typu skąd pochodzą piony ludu (np. osadnika), jak je aktywujemy, co się może z nimi dziać po aktywacji - wydaje mi się, że można było to bardziej uprościć, by wejście w grę oraz sama rozgrywka stały się bardziej płynne, a tak tylko wzmacnia poczucie suchego euro. To ostatnie również, niestety, jest wzmacniane przez graficzną stronę Nowych Horyzontów - gry euro mają tendencję do posiadania nijakiej szaty graficznej, może czasem ładnej, ale bez charakteru, tu jest podobnie.
Drzewko technologiczne to trzon rozgrywki, kto lubi przypadnie do gustu, jednak poza nim element budowania planszy i area Control, wszystko wymieszane w dążeniu do najwyższego wyniku punktowego. Mankament to nie zbalansowane karty ustroju, mimo tego to ciekawe dość angarzujące euro.
Nowe Horyzonty śmiało mogę zaliczyć do ciekawszych euro 2025.
Nie grałem w Beyond the Sun, więc nie mam porównania.
W NH mamy klasyczny worker placement połączony z czymś co bardzo lubię, czyli budową silniczka. Oprócz tego mamy rozwój technologii (działa to tutaj bardzo fajnie!) i odkrywanie kafelków mapy oraz ich zabudowa o nowe budynki naszej frakcji.
Gra kończy się gdy zostanie ozdobyta odpowiednia ilość osiągnięć i punktujemy za kilka różnych rzeczy.
Przyjemny euras, tematycznie suchar i nie czułem nic z klimatu, ale bawiło zbieranie rzeczy pod silnik, rozwój technologii i odkrywanie rzeczy na mapie.