UWAGA na wstępie dla grających: wydawnictwo Ravensburger (w
przeciwieństwie do Portalu i Lucky Duck) trochę wykazało się
amatorszczyzną, a strona podana w pierwszym, wprowadzającym dokumencie
do śledztwa przekierowuje "do nikąd". Jako cwany śledczy doszedłem do
tego jaka jest prawidłowa strona (w j. ang.) bez korzystania z
jakiejkolwiek wyszukiwarki, ale tym, którzy tej wymuszonej "zagadki" :)
nie chcą rozwiązywać, podaję stronę docelową (i nie jest to strona
wydawnictwa). Na stronie:
legacy.thinkfun.com/coldcase
podaje się numer sprawy, która w zasadzie prowadzi docelowo do strony tej konkretnej sprawy (bezpośredni link):
legacy.thinkfun.com/coldcase/green.php
Jak
widać nawet nie jest to oryginalny adres tego wydawnictwa, a sama
strona wygląda bardzo prosto (zwłaszcza w porównaniu do tej dot.
Detektywa). Trochę słabo, można by oczekiwać większego profesjonalizmu.
Ta
seria to symulator śledztwa, lepszy - w sensie lepiej odzwierciedlający
pracę śledczego - niż Detektyw czy Kroniki zbrodni z jednego względu:
to nie jest historia tocząca się po paragrafach lub w aplikacji, a
czystokrwista analiza już zebranych z terenu dokumentów i dowodów, w tym
raport z sekcji zwłok, przesłuchania, zeznania, powiązane dokumenty,
dowody pomocne w śledztwie itp. W tym sensie w mniejszym stopniu jest to
gra, gdyż całkiem dobrze odzwierciedla sposób pracy śledczych,
miejscami może jedynie troszeczkę naiwna. Nie ma sensu wg. mnie grać w
większym gronie, raczej dla 1 osoby, bo cała gra polega na zapoznawaniu
się z dokumentami, zdjęciami itp. W śledztwie trzeba wykazać się
pamięcią przy zapamiętywaniu nazwisk czy szczegółów - nie robię nigdy
notatek przy grach detektywistycznych, m.in. z tego względu, że możemy
przeoczyć pewne ważne informacje w ten sposób, i przeglądałem dokumenty w
tej sprawie kilkukrotnie, próbując zestawić ze sobą fakty.
Amatorszczyznę Ravensburger widać także w samej merytoryce dokumentów -
po pierwsze, przesłuchania świadków i podejrzanych są prowadzone
niechlujnie - podstawą jest dokładne
dopytywanie o okoliczności, zwłaszcza godzinę zajścia zdarzenia - tego
zabrakło, i to notorycznie (to jest mój główny zarzut dla tej sprawy);
po drugie, znalazłem błędy w dokumentach, które od razu
zrekonstruowałem, np. lista dat urodzin osób potencjalnie zamiesznych w
sprawę, gdy są poniżej lat 1920 (czyli urodzili się ponad 100 lat temu,
jako że sprawa jest z 1983 roku) mają datę ur. po 2000 (!) - zgaduję, że
je komputerowo wprowadzono i przetworzono, bo systemy komputerowe z
reguły korzystają z dwóch ostatnich cyfr roku. Wyjaśnienia odnośnie
śmierci głównego bohatera zamieszania budzą moje wątpliwości i wydają
się nieco naiwne - gdyż dowody muszą jednoznacznie wskazywać na to, "kto
zabił", nie zaś sugerować na drodze zwykłej eliminacji podejrzanych.
Autor chyba za bardzo sugerował się kryminałami typu odizolowane
domostwo, w którym wiadomo, że jedna z osób w domu jest zabójcą, tylko
która - tu nie mamy do czynienia z tego typu okolicznościami, a zabójcą
mogła być osoba spoza kręgu sugerownych kandydatów! Ogólniej natomiast
co do niejednoznaczności wskazówek, jest to niestety typowy problem,
także w ww. Detektywie, że przesłanki są niejednoznaczne, ale ponieważ
gracz wie, że to gra, i wie, że można coś wyłuskać z dostępnych
informacji, będzie krążył myślami tylko wokół ograniczonego zakresu
podejrzanych, którzy pojawiają się w opisach. Przez to gry
detektywistyczne trącą wspomnianą naiwnością i sztucznością - tu autorzy
gry poszli trochę na łatwiznę, wskazując, że zadaniem gracza nie jest
stricte niezbite udowodnienie winy, a jedynie pomoc w znalezieniu
wystarczających wskazówek, by ponownie otworzyć sprawę przez policję. Za
te problemy odjąłem dwie gwiazdki. Na plus natomiast można zapisać
fakt, że strona formularza, choć prosta, daje nam wyjaśnienia w każdym
przypadku odpowiedzi poprawnej lub błędnej, warto zatem sprawdzić
wszystkie opcje nawet po poprawnym rozwiązaniu śledztwa (nawet sugeruje,
które dokumenty przeanalizować, by zyskać wskazówki prowadzące do
odpowiedzi) - strona nie kara i nie punktuje gracza, co jest na plus w
stosunku do Detektywa, i tego typu niuansów mi w Detektywie własnie
zabrakło. :) Ogólnie, większość punktacji w grach detektywistycznych
jest prawdę mówiąc do niczego, i lepiej (tak jak jest na szczęście
tutaj) by punktacji w ogóle nie było - dobry śledczy nie próbuje
zgadywać rozwiązania po jak najmniejszej ilości wskazówek (bo za to są
głównie punkty z gier detektywistycznych), ale stara się niezbicie
wykazać, co zaszło. Tak więc plus dla Archiwum Zbrodni, że stawia na
merytorykę, a nie sztuczną punktację. Choć Detektyw czy Kroniki zbrodni,
chyba dwie najbardziej popularne u nas gry detektywistyczne, miały
nacisk położony bardziej na wędrowanie od miejsca do miejsca, niż na
zapoznawanie się z dokumentami, zrobiłyby lepsze wrażenie gdyby więcej
interakcji z grą jednak przypadło na analizę dowodów i dokumentów - co
robi właśnie recenzowane Archiwum zbrodni - a tak są bardziej
przygodówkami-zabawą w śledztwo (oczywiście, w drugą stronę przesadzać
też nie ma co, bo gra
zamieni się w pracę księgowego!) - co nie umniejsza ich wartości, jeśli
szukamy bardziej przygodówkowo-growego klimatu. To tak dla porównania,
gdyby ktoś był ciekawy. Z tego względu polecam także zagranie w Archiwum
zbrodni tym, którzy w ww. dwa tytuły już grali. Jest to symulator
śledztwa, i za to ogromny plus.