Pierwsze, powierzchowne wrażenie może zachęcać: ładnie, przygodowo, sporo się będzie działo, klimatycznie, wcielamy się w znane postacie ze znanego uniwersum Sapkowskiego... Szybko okaże się, że z tego pobieżnego wrażenia pozostaną tylko dwie rzeczy: ładnie i znane postacie. Reszta to właściwie Chińczyk, tyle, że mniej emocjonujący, gdyż jest to wyścig, w którym musimy wyrzucić szybciej odpowiednie wartości na kostkach - kto wyrzuci sukcesy częściej, wygra. Pechowcy natomiast będą jak w Chińczyku opóźniani, jednak brakuje temu opóźnianiu dramatyzmu, np. zakryjesz jedną z akcji żetonem i będzie niedostępna aż się nie wyleczysz, lub przy jej używaniu dociągasz "negatywne eventy". Do tego jeszcze dochodzą karty misji, na których jest sporo tekstu, ale które mają bardzo proste zadania typu: idź do X (czyli znowu jak Chińczyk). W praktyce: 1 tura, wybierasz akcję z ciągnięciem karty, by zdobyć trop, 2 tura to samo, 3 tura to samo - jest!!! na 3 ciągnięcia mam 2 tropy, jeszcze tylko 1 trop i uda się! no i po 5 turach masz wszystkie 3 tropy, idziesz do X, i sprawa załatwiona - to istota gameplayu. Jeśli przeciwnik miał swoje 3 tropy w 4 turach, będzie miał przewagę. Naprawdę to jest aż tak słabe. Cała rozgrywka sprowadza się zatem do pozornych wyborów, czyli ciągnięcia kolejnych kart, by np. wzmocnić (bardzo losowo) swoje możliwości wpływania na wynik typu za każdą taczę dostajesz ekstra tarczę dzięki miksturze lub uzyskać określoną ilość tropów, które następnie wydamy na coś - a od czego zależy? No cóż, od wylosowanych kart! To już karciana wojna jest bardziej emocjonująca, tam przynajmniej jest bezpośredni konflikt. To, co jest na dłuższą metę minusem i generalnie zaliczyłbym w dodatku jako spory minus w porównaniu z resztą, czyli ciągłe czytanie przy każdej wylosowanej karcie (a jest ich kilka rodzajów!) jakiegoś tła fabularnego, w tym przypadku okazuje się największym plusem grania, bo daje jakiekolwiek poczucie, że to zdobywanie ikonek tu i tam ma coś wspólnego z przygodą. Nie przepadam za grami tego autora, nic osobistego :) ale moim zdaniem ogólnie jest słaby w mechanikach, przed zabraniem się za kolejną grę przydałoby się (jeśli w ogóle zamierza jeszcze cokolwiek tworzyć) najpierw zająć się teorią i przeanalizować mechaniki naprawdę dobrych tytułów, a nie zasłaniać się brandem, i jak brand wyschnie, narzekać, że wydawnictwo padło bo trudny rynek (zdecydowanie lepiej wydawać na polskim rynku zagraniczne pozycje). :P Mechanika to przede wszystkim zależności abstrakcyjne w grze, a tutaj te zależności są banalne jak budowa cepa, nie wiem o czym myśleli autorzy podczas jej tworzenia i czym się kierowali. Czy jest totalnie źle? Prawie. Jeśli się potraktuje jako odskocznię bez myślenia, tylko nastawienie na rzucanie kostkami i bez oczekiwań co do wyniku ostatecznego, można sobie zrobić rozrywkową sesję w Wiedźmina raz na jakiś czas, choćby dla przygód. Porównania niżej do Talizmana według mnie są trafne, a na plus ten niby przygodowy Wiedźmin broni się ilością kart przygód, które mimo wszystko nużą na dłuższą metę, ale jeśli się nastawimy na te fabularne, incydentalne eventy (spotykasz tego lub tamtego przeciwnika, szaleje plaga, dostałeś informacje o Ciri ale to tylko plotki itp.), to można przysiąść z nastawieniem "nie mam ochoty na nic nawet średnio ciężkiego". Mogę sobie jednak wyobrazić na 50 sposobów jak można poprawić tą grę.