Gra przypomina stare gry przygodówkowe wideo w dobrym sensie, z tą różnicą, że tutaj mamy modułowość, elastyczność, otwarty świat, a każda rozgrywka przebiega inaczej. Bardziej solo, chyba, że musisz mieć towarzystwo do grania (a są tacy, którzy nie potrafią grać bez "widowni" - bo tu raczej będziesz się przyglądał temu, jak inni grają i czekać na swoją kolej... uzasdnienie grania w kilku graczy, czyli dzielenie się pomocnymi kośćmi przy rzutach, to nie tylko nagięcie, ale jest w sumie w praktyce niespecjalnie ciekawe). Zdecydowałem się kupić wersję angielską z kilku powodów, o jednym z nich niżej wspomniał Hajlo (ilość pracy tłumacza do wykonania), inny powód jest taki, że nie chciałem czekać na wersję polską, a także sprawdzić grę w oryginale.
Gra posiada te mechaniki, które chyba wszyscy gracze uwielbiają: odkrywanie, zdobywanie, upgrade'owanie postaci, wykorzystywanie puli możliwości (w formie dostępnych kości) itp. Gra w Vantage to zatem czysta przyjemność.
Vantage przypomina gry paragrafówkowe - ostatecznie chodzimy tu od lokacji do innej lokacji, każda z unikalnym obrazkiem, i wykonujemy wybrane z przypisanych do każdej lokacji akcji. Jednak ma cechy, które zdecydowanie wyróżniają ją na tle paragrafówek - należą do nich całkiem rozbudowany system zależności przy akcjach (wykonując akcje, nie idziemy od paragrafu do paragrafu, ale wpływamy ogólnie na system gry, w zależności od danej akcji), nieco złożone zasady operowania kośćmi oraz boosterami, a także stałe zarządzanie upgrade'owanymi kartami. Mechanika bardzo fajna i wpisują się w nią najróżniejszego typu rzeczy: od tradycyjnych przedmiotów, po zwierzątka, inteligentnych towarzyszy, a nawet bardziej "ulotne zjawiska" (tajemniczo to ujmę żeby nie robić spoilerów).
Nie oznacza to, że Vantage jest pozbawiony całkowicie wad. Niektóre akcje się niestety powtarzają, a niektóre są mało znaczące, np. wykonujemy po kolei akcje na jakiejś lokacji z nadzieją odkrycia czegoś znaczącego, a okazuje się, że dostajemy lakoniczną informację (rozumiem, czemu tekstu jest mało w grze - ale niestety ma to także taki efekt, że czasem nie wiemy co w ogóle się dzieje) oraz 1 czy 2 boostery. Wiele akcji zatem okazuje się słabym dealem. A już zupełnie niezrozumiałe jest dla mnie, dlaczego niektóre bardzo proste akcje, jak przejście się w mieście do jakiegoś sklepu, wymagają rzutu. Prawdziwy przykład z gry: na torze zdrowia został mi 1 punkt zdrowia, wybrałem akcję odwiedzin w sklepie (byłem w mieście), księga z tą lokacją i wybraną akcją nakazywała rzut jedną kością, pechowo wyrzuciłem na kości serce - i przegrałem, przechodząc się do sklepu w mieście! Jakiś żart?! Na szczęście można na to przymknąć jeszcze oko, bo to wyjątek. Nie zmienia to jednak tego, że rzucamy przy każdej czynności kośćmi i naprawdę musimy mieć baczenie na to, na jakie akcje się decydujemy, bo można stracić nawet kilka punktów na którymś z torów przy jednej akcji, a przecież te rzuty będziemy notorycznie powtarzać i wreszcie trafi się bardziej pechowy rzut... Inna sprawa, to trochę brak większego dramatyzmu, jaki np. jest przy torach w Pandemic. Stale obserwujemy nasze tory, i w zasadzie jedynie możemy czuć frustrację, że ten rzut, który miał nam pozwolić przejść do ważnej lokacji, okazał się tym pechowym, który spowodował utratę na którymś z torów ważnych punktów. To moje główne zarzuty do Vantage.
Przede wszystkim mamy tutaj eksplorację, czyli coś, co bardzo lubię. Już sama zawartość pudełka robi wrażenie - dostajemy przede wszystkim mnóstwo kart mniejszych (różnego rodzaju, najczęściej będą lądowały w tzw. siatce naszej postaci) i większych
(lokacji), trochę drewnianych elementów, parę plastikowych pomocników, sporą ilość kostek sześciennych, osiem ksiąg skryptów, księgę "vantages", parę innych pomniejszych rzeczy, a także dobrze napisaną oraz (!!!) zaprojektowaną graficznie i ułatwiającą poruszanie się po aspektach gry, niedużą kilkunastostronicową instrukcję, jedynie trochę brakuje mi większej ilości obrazków, choć ten typ gry akurat ich nie wymaga - wzór, od którego powinien się uczyć David Turczi! :) Przyznam, że nie do końca moje klimaty, ale ponieważ jest to eksploracja planety, to jest ok. Występuje tu też techniczny problem z zarządzaniem tak dużą ilością kart z numerami (do ponad 1700) - wyciągamy i odkładamy najlepiej dokładnie w tym samym miejscu, by w przyszłości nie przeglądać tylu kart by odnaleźć tą jedną, warto więc mieć sposób na to (aczkolwiek wyobrażam sobie, że wypraska, choć posiada 4 przegródki z zakresami liczb, mogłaby być bardziej dopracowana, przynajmniej mogłoby być więcej tych przegródek), a tak to wystarczy, że cały wyjęty pliczek śliskich kart nam się wyśliźnie przy zbyt mocnym zaciśnięciu na nich palców, i wszystkie się sypią i trzeba je układać ponownie. :( No i jeśli ktoś spodziewał się, że będzie problem w wyszukiwaniu spośród tylu kart tej jedynej np. z numerem 1593 (to jedna z tzw. kart misji losowanych/wybieranych przy setupie), to ma rację - to jest praca urzędnika z połowy XX wieku, gdzie wszystkie pliki musiały być pedantycznie ułożone według kolejności. Nie ujęła mnie także ikongrafia na kostkach czy żetonach, którą w pierwszej kolejności bym poprawił, ale to już kosmetyka.
Porównując do innego eksploratora przygodówkowego, czyli jedną z moich ulubionych przygodówek Destinies, w tej ostatniej system rozwoju chyba jednak jest ciekawszy i bardziej naturalny (choć prostszy), każdy rzut kośćmi to dramaturgia, klimatu jest aż nadto. Vantage nadrabia elastycznością przeznaczeń (które możemy zdobywać w trakcie gry!), elastycznością rozgrywki, dużą ilością kart, możliwością robienia wielu uprade'ów różnego rodzaju, czy dużą dozą wolności w wyborach (głównym ograniczeniem jest nieustannie ciążąca nad nami świadomość, że 3 tory - zdrowia, morale i czasu - nieubłaganie zmierzają do zera, a czym więcej rzutów kośćmi, tym bardziej uciążliwa się ta myśl staje).
Podsumowując, Vantage to bardzo ciekawa przygoda, która ujmie graczy RPG, paragrafówkowiczów, eksploratorów i fanów przygodówek. Jako unikalne dzieło na rynku, warto dać szansę tej grze.