Jest to jedna z tych gier, wobec których od początku miałem mieszane uczucia. Z jednej strony bardzo podobał mi się pomysł i klimat, z drugiej – obawiałem się, że może to być tytuł z gatunku „fajne na papierze, gorzej na stole”.
Tematycznie mamy klasyczny motyw walki o władzę. Stary król nie żyje, królestwo pogrążone jest w niepewności, a my wcielamy się w pretendentów do tronu. I co ważne – nie jest to walka oparta na otwartych bitwach i bezpośredniej konfrontacji. Tutaj liczą się wpływy, przewidywanie ruchów przeciwników i umiejętność podejmowania decyzji bez pełnej informacji. Już po pierwszej partii czuć, że to gra bardziej mądrych decyzji, niż siły miecza.
Na początku rozgrywki ilość ikon, kart i zależności może trochę przytłoczyć. Pierwsza partia to zdecydowanie poznawanie zasad i mechanik, a nie pełne wykorzystywanie potencjału gry. Dopiero później zaczyna się rozumieć, jak bardzo istotne są drobne decyzje i jak łatwo jednym ruchem popsuć sobie plan na kilka kolejnych rund.
Sednem „Korony Starego Króla” są zakryte zagrania. W każdej rundzie planujemy swoje działania, zagrywamy karty do regionów i… czekamy. Moment odkrywania kart jest jednym z najbardziej ciekawych elementów gry. Czasami wszystko zagra idealnie i czujemy satysfakcję z dobrze przewidzianych ruchów przeciwników, a czasami cała strategia rozsypuje się w jednej chwili.
Bardzo podoba mi się to, że gra zmusza do czytania innych graczy. Nie wystarczy mieć dobry plan – trzeba jeszcze zgadnąć, co zrobią pozostali. Interakcja jak najbardziej jest blokujemy sobie regiony, zabieramy możliwości, czasami nawet nieświadomie psujemy komuś rundę. Pewne napięcie unosi się na stołem.
Dużym plusem są frakcje. Każda z nich gra się trochę inaczej i wymusza inne podejście do zdobywania wpływów. Nie są to różnice kosmetyczne – zmienia się sposób myślenia o grze i priorytety. Dzięki temu regrywalność stoi na dobrym poziomie, a każda kolejna partia zachęca do testowania nowych strategii. To nie jest tytuł na szybkie rozegranie przed snem, raczej na spokojny wieczór, kiedy można się skupić.
Jeśli chodzi o minusy, to największym problemem jest próg wejścia. Gra nie wybacza błędów, a różnica w doświadczeniu między graczami potrafi być bardzo widoczna. Czasami da się też odczuć, że ktoś, kto zdobędzie przewagę wcześniej, jest w stanie ją utrzymać do końca.
Mimo to bawiłem się bardzo dobrze. Korona Starego Króla to gra, która daje satysfakcję z planowania i nagradza cierpliwość. To tytuł, do którego chce się wracać, bo każda partia uczy czegoś nowego i pokazuje, jak wiele rzeczy można było zrobić lepiej.
Czy żałuję, że po nią sięgnąłem? Absolutnie nie. To nie jest gra dla każdego, ale jeśli ktoś lubi strategiczne eurogry z wyraźnym klimatem, napięciem i dużą ilością decyzji do przemyślenia, to zdecydowanie warto dać jej szansę.
Gra sprawiła, że mam ochotę wrócić do stołu i jeszcze raz spróbować przechytrzyć przeciwników. A jeśli gra planszowa wywołuje takie odczucia, to znaczy, że coś robi dobrze.
8/10