Gra prosta w zasadach, nie taka prosta w rozgrywce.
Zaczynamy małą talią i co rundę (gdy zagramy wszystkie karty) dodajemy jedną z trzech wylosowanych. Nie możemy jednak zmienić względnego porządku między kartami, które są już u nas w talii. Dlatego tak ważne jest pamiętać w jakiej kolejności karty pojawiają się u przeciwnika, bo to jest fundament dobre strategii. Ciekawym 'twistem' jest również gra dwoma postaciami jednocześnie, z których tylko aktywna otrzymuje obrażenia (o ile karty przeciwnika nie dają mu jakiejś dodatkowej zdolności). Różne postacie mają również różne charakterystyki a przede wszystkim różne swoje specjalne zdolności.
Gra jest ładnie ilustrowana, jest łatwa do nauczenia się, nie powiela schematów innych gier, ale... bardzo mocno opiera się na pamięci, a ja tego bardzo nie lubię, dlatego ta gra średnio przypadła mi do gustu.
Niemniej to bardzo subiektywna ocena.
Pięściarski pojedynek na karty. Trzymanie gardy i ciosy zamieniane na punkty, runda jedna od razu rozstrzygająca. Wyróżnikiem gra dwoma postaciami "na dwie ręce", jak w boksie. Przy połowie obecnej ceny byłby namysł, teraz w zupełności wystarczy (od)bić się na Board Game Arena.
Kupiłem Tag Team właściwie z bardzo konkretnym nastawieniem. Nie szukałem kolejnego ciężkiego tytułu do analizowania każdego ruchu przez pół godziny, budowania wielkich strategii czy uczenia się dziesiątek zależności między kartami. Chciałem po prostu małej, szybkiej gry dla dwóch osób, którą można rzucić na stół wieczorem, zagrać kilka dynamicznych pojedynków i poczuć emocje podobne do tych z klasycznych bijatyk arcade. Taki lekki filler, ale z charakterem. Po dwóch partiach mam jednak dość mieszane odczucia i chyba bardziej doceniam sam pomysł niż to, jak działa to w praktyce.
Pierwsze wrażenie było naprawdę dobre. Sama oprawa i klimat od razu sugerują szybką, agresywną rozgrywkę. Do tego gra ma bardzo fajny pomysł na zarządzanie talią bez tasowania, co już na starcie wyróżnia ją spośród wielu innych małych karcianek. Jest w tym coś satysfakcjonującego, kiedy planuje się kolejność kart i próbuje przewidzieć kilka ruchów do przodu. Na plus zdecydowanie działa też różnorodność postaci. Każdy wojownik ma własny styl, inne możliwości i trochę inne podejście do walki. Asymetria jest tutaj naprawdę dobrze widoczna i to chyba najmocniejszy element całej gry. Już po dwóch partiach było widać, że testowanie różnych duetów może dawać trochę frajdy i zmieniać sposób grania.
Problem w tym, że mimo tych wszystkich ciekawych pomysłów kompletnie zabrakło mi emocji podczas samej rozgrywki. I to właśnie najbardziej mnie rozczarowało, bo nie miałem wobec tej gry wygórowanych oczekiwań. Nie oczekiwałem głębi na poziomie dużych strategicznych tytułów ani jakiegoś genialnego systemu wymagającego wielkiego kombinowania. Chciałem po prostu czuć ekscytację podczas pojedynku. Chciałem momentów napięcia, niepewności, poczucia „jeszcze jedna partia”. Niestety zamiast tego wszystko wydawało się bardzo schematyczne i dziwnie automatyczne.
Już po chwili miałem wrażenie, że gra sama wpada w pewien rytm, z którego trudno się wyrwać. Zagrywanie kart i wykonywanie akcji bardziej przypominało odtwarzanie zaplanowanej sekwencji niż dynamiczną walkę. Brakowało mi zwrotów akcji, zaskoczenia albo sytuacji, które wywołują emocjonalną reakcję przy stole. Nawet momenty, które teoretycznie powinny być efektowne, przechodziły trochę bez większego wrażenia. Po zakończeniu partii nie miałem poczucia ekscytacji ani chęci natychmiastowego rewanżu, a przy grach stricte pojedynkowych to dla mnie chyba najważniejsza rzecz.
Być może problem leży też w tym, że mechanicznie gra wydaje się bardzo „sucha”. Wszystko działa poprawnie, zasady są spójne, pomysł jest ciekawy, ale gdzieś po drodze zgubiły się emocje. A właśnie one miały tutaj grać główną rolę. Nawet asymetryczne postacie, które są dużym plusem, nie były w stanie tego uratować. Ostatecznie po dwóch partiach bardziej pamiętam poczucie obojętności niż ekscytację z pojedynków.
Nie uważam, że Tag Team to zła gra. Widzę, co mogło się w niej komuś spodobać i rozumiem, dlaczego niektórzy mogą dobrze się przy niej bawić. U mnie jednak kompletnie nie zadziałało to, czego oczekiwałem najbardziej. Miała być szybka, lekka i przede wszystkim emocjonująca. A okazała się po prostu poprawna i dość bezpłciowa.
5/10
Zastanawiam się czy 3,5 czy może jednak już 4. Ogólnie sam koncept gry bardzo przyjemny, postaci są ciekawe, ale jest to tytuł bardzo mocno pamięciowy. Jeśli chciałbyś sobie luźno pograć i pogadać, to ten element rozgrywki może Cię uwierać.
Naprzeciw siebie stają dwie drużyny, każda złożona z dwóch bohaterów, którzy ruszają do walki w różnych momentach, by zaskoczyć przeciwnika mocnym uderzeniem.
Gra oferuje 12 unikalnych postaci - każda ma własne zdolności i styl walki.
Trochę losowości przy doborze kart rekompensuje możliwość skalibrowania swojego układu i przechytrzenia przeciwnika. To wszystko czyni grę świetnym wyborem na niezobowiązujący przerywnik dla dwóch bojowo nastawionych graczy.