Grane zawsze w dwie osoby, moim zdaniem ma to "coś" , jakość elementów jest doskonała , wspaniała jest też cena i głębia rozgrywki, czas gry też sprawia że nie trzeba planować całego wieczoru aby do niej zasiać - to też plus , nie każda gra planszowa musi być rozgrywką na wiele godzin, polecam jako grę tego typu - szybką i intensywną :) Byłem naprawdę pozytywnie zaskoczony
Dobrze przemyślana gra optymalizacyjna, dobrze zaprojektowana, nieźle zbalansowana, ale za szybko się kończąca. Na ocenę wielu osób wpływa wykonanie (kolorowe, ładne karty, ciężkie żetony), ale jeśli traktować pozycję pod kątem samej mechaniki, to jest to zgrabny, całkiem prosty w zasadach, ale niebanalny tytuł, w którym optymalizujemy koszt uzyskania "rabatów" na karty oraz już samo uzyskiwanie kart i żetonów przed przeciwnikami. To ciągłe podbieranie sobie zasobów jest tu intensywne, tury krótkie, co budzi często sporo negatywnej interakcji (no zabrał mi sprzed nosa ten zielony żeton!), a także negatywnych emocji. :D A wiadomo, jak są negatywne emocje, to pojawia się przy krótkiej rozgrywce syndrom pt. "zagrajmy jeszcze raz" ("tym razem będę miał/miała lepszą taktykę"!). Główne minusy są takie, że gra jest za krótka i zbyt liczbowa, bo w sumie wokół liczb zapisanych na kartach obracają się nasze kalkulacje rachunkowe. Fajnie by było zagrać w taki Splendor plus, z większą ilością klimatu, większymi możliwościami (patrząc na karty arystokratów, różne piękne budynki itd., wydaje się przed pierwszym zagraniem, że to coś bardziej znaczącego, ale szybko przychodzi zrozumienie, że to tylko płaskie liczby), i co najmniej 2-3 razy dłuższą rozgrywką, bo dodatek Splendor Miasta tego nie zmienia, a tak to mamy takie liźnięcie cukierka, i jak ktoś napisał tu w recenzji, gra się kończy w nieoczekiwanym momencie okrzykiem: "o, mam, mam 15 punktów! wygrana jest moja!!!". Problem z tą grą polega na tym, że w zasadzie tu inwestujemy, powolutku na poczatku rozbudowujemy swoje włości, by w pewnym momencie stwierdzić, że trzeba nagle na łeb na szyję pędzić, przerwać to inwestowanie, bo przegram - tak w każdym razie wygląda ta gra dla przeciętnego gracza, bo wyjadacze splendorowi jak widziałem mają mocno ogarnięte optymalizację w tej grze, i z takimi osobami niestety gra się słabo, bo ich przewaga nie wynika z żadnej taktyki ale ze zrozumienia i obliczenia meta-zasad (takie prawie oszukiwanie) wokół zasad gry. Bo ostatecznie można tą grę rozpracować niczym arkusz kalkulacyjny, jeśli chcemy na serio wygrać, i choć ma parę kruczków i nieintuicyjnych rozwiązań wygrywających (w miarę dobrzy gracze mogą nieoczekiwanie przegrać z nowicjuszem, co jest w sumie fajne), to tak naprawdę jej mechanika to trochę takie złożone puzzle liczbowe - znajomość meta-zasad "nad stołem" przez doświadczonych graczy sprawia, że rozgrywka z przyjemnego pobierania żetonów zmienia się nieco w czysto rachunkową udrękę. Dlatego wg. mnie, jak napisałem wyżej, "Splendor Plus" byłby zdecydowanie lepszą grą. W dodatku jest tu też tendencja, której nie lubię, do wyłaniania zwycięzcy, gdy innym brakuje tylko jeszcze 1 tura do wygrania - czyt. wpływ losowości (układu nowych kart do posiadanych żetonów) jak w dość podobnym tytule 7 Cudów Świata Pojedynek często bywa decydujący. Ale na szybką grę optymalizacyjną z dużą ilością negatywnej rywalizacji ekonomicznej, jest ok, według mnie lepsza od ww. 7 Cudów Pojedynek. Jest to jedna z niewielu gier, która jest na tyle przyjazna, wciągająca i atrakcyjna, że wielu osobom natychmiast przypada do gustu, nawet, jeśli w planszówki nie grają. Żeby jednak nie popsuć sobie gry z niedoświadczonymi graczami przy okazji, nie sięgamy po Splendora zbyt często, by nie stać się j.w. wyjadaczami, którzy ogarnęli splendorową "nad-rachunkowość" do tego żonglowania liczbami i zasadami.