Są takie dodatki, które kupujesz z ciekawości. Ogrywasz kilka razy, doceniasz, ale bez nich gra dalej działa. I są takie, które po prostu wchodzą do pudełka na stałe, bez dyskusji. SETI: Agencje Kosmiczne to dla mnie dokładnie ten drugi przypadek.
Pierwsza partia z tym dodatkiem była dla mnie trochę dziwna. Z jednej strony wszystko znajome, dalej to samo SETI, ten sam rdzeń, te same decyzje, które bolą w dobry sposób. Z drugiej… coś się przesunęło. Gra jakby złapała więcej powietrza. Stała się mniej przewidywalna, bardziej żywa i jeszcze ciekawsza. I dopiero po pod koniec partii dotarło do mnie, że to nie kwestia nowych kart czy drobnych zasad, tylko tego, jak bardzo zmienia się perspektywa gracza przez karty szybkiego startu szybciej przechodzimy do fazy, gdzie możemy się rozpędzić.
Agencje kosmiczne to absolutne serce tego dodatku. I to jest zrobione naprawdę dobrze, bo one nie wywracają wszystkiego do góry nogami. One raczej cicho zmieniają sposób, w jaki myślisz o całej partii. Nagle zaczynasz patrzeć na planszę trochę inaczej, inaczej wyceniasz akcje, inaczej planujesz pierwsze rundy. W podstawce miałem swoje sposoby na otwarcie partii. Tutaj one przestają być oczywiste, czasem wręcz przestają działać.
I to jest świetne uczucie, bo SETI zaczyna wymagać od Ciebie czegoś więcej niż tylko optymalizacji. Zmusza do adaptacji. Do reagowania na to, co masz przed sobą, a nie do odtwarzania sprawdzonych schematów.
Co ciekawe, to wszystko dzieje się bez wrażenia, że gra robi się cięższa. To dalej jest ten sam poziom złożoności, po prostu decyzje są bardziej Moje. Bardziej wynikają z sytuacji niż z matematyki.
Nowe karty robią robotę, ale w taki sposób, który docenia się dopiero po czasie. Nie ma tu efektu „wow, wszystko jest inne”. Raczej łapiesz się po partii na tym, że rzadziej widzisz powtórki, że częściej musisz się zatrzymać i pomyśleć okej, tego jeszcze nie grałem w ten sposób. To taki nienarzucający się wzrost regrywalności, bardzo naturalny.
Nowe rasy obcych też dobrze wpisują się w całość. Nie dominują gry, nie próbują jej redefiniować, tylko rozszerzają spektrum tego, co może się wydarzyć. Dzięki temu eksploracja (która już w podstawce była jednym z fajniejszych elementów) dostaje drugi oddech.
Najbardziej zaskoczyły mnie chyba drobne rzeczy, tokeny sygnałów, małe poprawki w skanowaniu, karty przyspieszające start. To są detale, które na papierze brzmią jak coś kompletnie pomijalnego. A w praktyce kilka razy złapałem się na tym, że dzięki nim początek partii jest płynniejszy, mniej „rozkręcający się”, a decyzje szybciej zaczynają mieć znaczenie. Gra jakby szybciej wchodzi na właściwe obroty.
Nie wszystko jest idealne. Nadal potrafi to być gra wymagająca i momentami męcząca, szczególnie przy dłuższym siedzeniu albo analizie każdej opcji. Jeśli ktoś miał problem z „ciężarem” SETI, to ten dodatek go nie rozwiąże. Do tego dochodzi kwestia balansu agencji, niektóre wydają się na pierwszy rzut oka wyraźnie lepsze. Ale wydaje mi się, że im więcej partii upłynie, tym bardziej będzie widać, że to raczej kwestia zrozumienia ich stylu niż faktycznej przewagi.
Największa zmiana jest gdzie indziej: w odczuciu po partii. W podstawce często miałem satysfakcję typu zagrałem to optymalnie. Tutaj częściej mam poczucie, że tworzę trochę historie. Moja agencja robiła coś konkretnego, miała swój charakter, swoją drogę. I to jest coś, czego wcześniej trochę mi brakowało.
Już po pierwszej partii trudno mi sobie wyobrazić powrót do wersji bez tego dodatku. Nie dlatego, że podstawka jest zła, wręcz przeciwnie. Po prostu teraz wydaje się niepełna.
Dodatek po prostu sprawia, że całość działa lepiej, płynniej i ciekawiej.
I właśnie dlatego zostaje na stole na stałe.
9/10