Miał być Spartakus: Krew i zdrada. Miały być intrygi, zdrady, klimat starożytnego Rzymu i ciężkie decyzje przy stole. A wyszło… że na stół wjechały kolorowe roboty i fabryczna taśma produkcyjna. I powiem szczerze absolutnie tego nie żałuję tych dwóch rozgrywek.
Robo Rally to wyścig robotów przez niebezpieczną, przemysłową fabrykę pełną ruchomych elementów i pułapek. Klimat gry jest lekki, momentami wręcz kreskówkowy, ale jednocześnie bardzo dynamiczny. Plansza żyje, przesuwające się taśmy transportowe, obrotowe platformy, lasery aktywujące się pod koniec rundy. To nie jest statyczny tor wyścigowy, lecz środowisko, które aktywnie wpływa na graczy i potrafi zniweczyć nawet najlepiej przemyślany plan.
Cel jest prosty: zaliczyć kolejne punkty kontrolne szybciej niż inni. Problem polega na tym, że ruchów nie wykonujemy „na bieżąco”. Najpierw programujemy pięć kolejnych akcji, wybierając karty ruchu, obrót, jazda do przodu, cofanie, sprint. To jest kontrolowany chaos. A może raczej próba kontrolowania czegoś, co bardzo szybko przestaje być kontrolowalne. Trzeba przewidywać ruchy przeciwników, brać pod uwagę elementy planszy, analizować ustawienie taśm i zagrożenia z laserów. Każdy błąd w planowaniu potrafi urosnąć do poważnych konsekwencji.
Rozgrywka przebiega etapami. Po każdej zaprogramowanej akcji aktywują się elementy planszy, taśmy przesuwają roboty, platformy obracają ich kierunek, lasery zadają obrażenia, a kolizje między robotami zmieniają ich pozycję. Powstaje efekt domina, w którym jeden nieprzewidziany ruch potrafi całkowicie odmienić sytuację na planszy. Największą frajdą jest moment, kiedy wszyscy są przekonani, że mają świetny plan. Cisza przy stole. Skupienie. Kombinowanie. A potem pierwsza karta się odpala i domino rusza.
Ogromnym atutem gry jest liczba map i modułowych układów planszy. Każda partia może wyglądać inaczej. Różne konfiguracje toru, inne rozmieszczenie punktów kontrolnych, taśmociągów czy laserów sprawiają, że regrywalność jest naprawdę bardzo duża. Nie ma poczucia powtarzalności, zmiana mapy potrafi całkowicie odmienić styl gry i wymusić inne podejście taktyczne.
Dodatkową warstwę wprowadzają karty uszkodzeń i ulepszeń. Roboty mogą zdobywać modyfikacje poprawiające ich możliwości, ale jednocześnie otrzymują uszkodzenia nie zawsze złe dla nas, ale niektóre ograniczają opcje programowania lub utrudniają manewrowanie. Ten element dodaje smaczku do rozgrywki, rozwija ją i urozmaica, ale nie dominuje nad główną mechaniką programowania ruchów.
Z rzeczy, które mogą nie przypaść wszystkim do gustu, przede wszystkim chaos bywa frustrujący. To, co dla jednych jest największą zaletą, dla innych może być wadą. Można bardzo dobrze zaplanować turę, wszystko policzyć, uwzględnić taśmy, lasery i ustawienie przeciwników… a potem jeden nieprzewidziany ruch innego gracza całkowicie zburzy misterny plan. Jeśli ktoś oczekuje pełnej kontroli strategicznej, może czuć niedosyt.
Dodatkowo przy mniejszym składzie gra traci część swojej energii. W trzy osoby było dobrze, ale widać, że system najbardziej błyszczy wtedy, gdy na planszy jest tłoczno. W większym gronie dzieje się jeszcze więcej, więcej kolizji, blokowania, nieprzewidzianych przesunięć i spektakularnych efektów domina. W mniejszej liczbie graczy plansza bywa bardziej przewidywalna.
Na koniec to nie jest gra dla każdego typu gracza. Osoby szukające głębokiej, wielowarstwowej strategii lub silnej immersji tematycznej mogą poczuć, że Robo Rally jest bardziej zabawą systemową niż opowieścią czy strategicznym pojedynkiem.
Nie jest to gra perfekcyjna. To nie jest ciężka strategia ani klimatyczna opowieść. To raczej symulator planu, który przestaje mieć znaczenie po 20 sekundach i właśnie w tym tkwi jego największa siła.
Za dynamikę, ogromną regrywalność i czystą, planszówkową frajdę, która potrafi zaskoczyć nawet wtedy, gdy pierwotnie miało być zupełnie coś innego.
7/10