Liczba wystawionych
opinii: 108
13.09.2025 07:59
Prosta karcianka o budowaniu silniczka (generujemy złoto) i ciągłym jego psuciu przez przeciwników. Ogólny zamysł dobry, a negatywnej interakcji (bezpośrednich, wrednych zagrywek) jest dużo. Grafika wielu osobom się podoba, mi nie za bardzo: karty są mocno ciemne, jest mały kontrast tekstu z tłem, grafiki dość wyblakłe, a postacie w większości mało interesujące, w dodatku jeden z najlepszych robotników w tej karciance, Lander, wygląda jak żołnierz III Rzeszy a nie średniowieczny chłop :) Ale ma mimo wszystko pewien klimat. Podstawą budowania silniczka są robotnicy, którzy dają nam monety, dalej są strażnicy, którzy ich teoretycznie chronią (teoretycznie, bo jest możliwość zniszczenia nawet przy pomocy 1 karty zarówno robotnika jak i chroniącego go strażnika - taka mega rozwałka, co można przyrównać do turbo-zagrywki w warcabach na mocnych sterydach rozwalających wszystkie pionki przeciwnika w jednym rzędzie), a na koniec jest niewielka plejada innych postaci (łotry) i kart, które zaburzają nasz prywatny zarobkowy pasjansik. Gra jest troszeczkę banalna, w dodatku losowa, lepiej się sprawdzi na 3+ graczy. Można ją sprawdzić nawet przy użyciu prostego algorytmu solo (mimo, że jest od 2 graczy): bierzemy dla automatycznego przeciwnika normalnie karty, a nastepnie losujemy z jego "ręki" 1 z nich, i jest duże prawdopodobieństwo, że będzie to robotnik (generujący złoto), ale może też być np. łotr, który niszczy nam kartę, jeśli przeciwnik nie przekroczył żetonów akcji, wykładamy następną itd. aż do końca jego żetonów w rundzie. Taki całkowicie losowy, automatyczny przeciwnik ("automa") okazuje się zaskakująco dobry i może popsuć nam mocno szyki. Kombosów na dłuższą metę nie da się tu złożyć, są za proste zasady i za duże ograniczenia w rundzie, a zarazem za łatwo jest rozwalić budowany silniczek. Niektóre partie w Łotrach to jedna wielka syzyfowa frustracja: zagrywamy generator-robotnika, przeciwnik nam go usuwa, zagrywamy ponownie, znowu nam go usuwa, zagrywamy tym razem ze strażnikiem, a przeciwnik zagrywa asa w rękawie i usuwa nam oba. Ale ma pewien klimat i nawet pomimo powyższego gra się przyjemnie, ze względu proste zasady. Dało się zrobić z tego nieco bardziej złożony, wg. mnie lepszy tytuł, z dodatkowymi zasadami, a tu jest przykład tego, że czasem nadmierna prostota gubi mechanikę. Przypomina nieco lepszego Wirusa połączonego ze Splendorem - gramy na punkty zwycięstwa(którymi tu jest złoto), psujemy, zabezpieczamy, budujemy swoje karty, i kto lepiej je zabezpieczy, prawdopodobnie wygra. Teoretycznie optymalizacja, ale ze względu na fakt, że nie wiemy jaką za chwilę wylosujemy (dobierzemy) kartę na rękę, to jest mniej optymalizacyjny, a bardziej losowy, tytuł niż Splendor (bardziej jak ww. Wirus). Trzeba więc zarządzać troszkę ręka, ale niewiele mamy tu pola do manewru. Polecam raczej na szybką, rodzinną lub UNfriendly rozgrywkę, gdy towarzystwo jest znudzone i trzeba je trochę rozgrzać prostą, acz mocno negatywną interakcją ("zagrywam Landera, i teraz generuję 3 sztuki złota na turę!" - "naprawdę? to ja zagrywam Modesta, i twój robotnik razem ze strażnikiem lądują w koszu!"). Brakuje mi także mechaniki zależności od złota, które nie ujawnia swojego potencjału w tej grze, wg. mnie spłycenie go do roli toru wyścigu zbanalizowało rozgrywkę i wypukliło problemy z losowością kosztem decyzyjności. Nie wiem czy w przypadku tak losowej gry nie lepszym rozwiązaniem byłby jawny draft kart do ręki, na pewno zyskałaby strategia.