Dorfromantik w wersji podróżnej pojechał ze mną w Bieszczady - i chyba trudno o lepszy test dla gry, która obiecuje, że można zabrać ją wszędzie. 😄
Pudełko faktycznie bez problemu zmieściło się w plecaku i, co równie ważne podczas górskich wędrówek, właściwie nie dało się odczuć jego dodatkowej wagi. A kiedy znaleźliśmy kawałek stołu przy bacówce, wystarczyło dosłownie kilka chwil, żeby rozłożyć grę i zacząć grać. Do samej rozgrywki potrzeba trochę miejsca, bo wraz z kolejnymi kafelkami nasz krajobraz zaczyna się rozrastać, ale spokojnie poradziliśmy sobie nawet na niewielkim stoliku.
Sama rozgrywka opiera się na wspólnym dokładaniu kafelków i tworzeniu krajobrazu z lasów, wiosek, pól, rzek i miasteczek. W trakcie staramy się realizować pojawiające się zadania i układać teren tak, żeby na koniec zdobyć jak najwięcej punktów.
Wersja podróżna zachowuje też kampanię – kolejne partie pozwalają odblokowywać nową zawartość i stopniowo rozwijać grę. A postęp kampanii zaznaczamy magnetyczną strzałką na pokrywie pudełka!
Bardzo podoba mi się prostota tej wersji. Zasady tłumaczy się szybko, rozliczanie punktów nie zabiera dużo czasu, a całość jest naprawdę wygodna do zabrania w podróż.
Graliśmy w mocno mieszanych składach i chyba najlepszą rekomendacją jest to, że podobało się wszystkim. Dorosłym, dzieciom, bardziej ogranym i tym, którzy po prostu chcieli usiąść na chwilę do czegoś przyjemnego.
Jeśli szukacie gry, którą można wrzucić do plecaka i zabrać ze sobą na wyjazd, Dorfromantik: wersja podróżna zdał u nas egzamin. I to w warunkach zdecydowanie bardziej terenowych niż domowy stół.