Chińczyk i Młynek to zestaw dwóch klasycznych gier, w które grywałem w dzieciństwie. W Chińczyku rozgrywka sprowadza się wyłącznie do rzucania kostką i przesuwania pionków po planszy, bez jakichkolwiek decyzji, taktyki czy realnego wpływu na przebieg gry. Przez większość czasu niewiele się dzieje, a gracze czekają na swój rzut, licząc na szczęście. Losowość całkowicie dominuje nad rozgrywką, co szybko może znudzić i frustrować. Natomiast w Młynku gracze naprzemiennie wykładają na planszę swoje 9 pionków, a następnie przesuwają je na sąsiednie, puste pola, próbując ułożyć tytułowy młynek, czyli trzy pionki obok siebie w pionie lub poziomie. Jeśli któremuś z graczy uda się go utworzyć, zabiera z planszy dowolny pionek przeciwnika. Wygrywa gracz, który doprowadzi do sytuacji, w której przeciwnikowi pozostaną tylko dwa pionki na planszy, lub całkowicie zablokuje jego możliwości ruchu. Brzmi ciekawie, ale nic bardziej mylnego, jeśli gracz odpowiednio ustawi swoje pionki, może w kółko tworzyć ten sam młynek, przesuwając jeden pionek i stopniowo usuwając pionki przeciwnika. Niestety mechanika gry jest tak skonstruowana, że przeciwnik nie ma na takie zagranie odpowiedzi i może jedynie biernie czekać na przegraną. Pod tym względem gra jest po prostu zepsuta. Podsumowując Chińczyk i Młynek to tytuły bardziej sentymentalne niż emocjonujące, które najlepiej sprawdzą się podczas rozgrywek z młodszymi dziećmi. To stare klasyki, jednak pozbawione większej głębi i różnorodności, przez co szybko mogą się znudzić. Moja ocena to 1,5/10.