Challengers! Drużyna marzeń to imprezowa gra karciana, w której gracze budują własne drużyny i rywalizują ze sobą w turnieju zdobywania flagi. Pomiędzy kolejnymi meczami rozbudowujemy swoją talię, dobierając nowe postacie i decydując, które z nich najlepiej pasują do naszej drużyny. Następnie rozgrywamy kolejne pojedynki, w których karty są automatycznie wykładane z talii, a ich siła oraz dodatkowe efekty decydują o tym, kto przejmie flagę. To typowa imprezówka, która najlepiej działa przy większej liczbie graczy, a szczególnie przy parzystej. Przy nieparzystej liczbie uczestników jeden z graczy musi korzystać z automy, co nie jest już tak fajne jak bezpośrednia rywalizacja z inną osobą. Wprawdzie gra jest losowa, ale dzięki możliwości rozbudowywania talii możemy częściowo tę losowość kontrolować. Dobierając nowe karty, próbujemy stworzyć drużynę, której poszczególne elementy będą dobrze ze sobą współgrać. To właśnie ten etap daje mi najwięcej satysfakcji i sprawia, że chce się sprawdzać kolejne połączenia pomiędzy kartami. Same mecze są natomiast dla mnie tak zwanymi samograjami. Wykładamy kolejne karty praktycznie jak w zwykłej wojnie i obserwujemy, jak zmienia się sytuacja na planszy. Oczywiście dochodzą tutaj efekty kart i odpowiednie budowanie talii, ale podczas samego meczu mamy niewielki wpływ na to, co się wydarzy. Ten element wprawdzie działa, ale według mnie jest najsłabszą częścią gry. Mimo wszystko przy dobrym towarzystwie Challengers! potrafi dać naprawdę sporo frajdy. Szczególnie podoba mi się różnorodność postaci, które możemy znaleźć na kartach. Grafiki są żartobliwe, mają fajny kreskówkowy klimat i możemy zobaczyć na nich chyba wszystko, od zwierząt, przez potwory, aż po najdziwniejsze postacie. Podsumowując Challengers! Drużyna marzeń to przyjemna imprezówka, która najlepiej sprawdzi się w większym gronie. Najwięcej frajdy daje budowanie talii, a jeśli mamy dobrą ekipę, to i pojedynki mogą nabrać rumieńców, mimo że są mocno automatyczne. Warto samemu spróbować. Moja ocena to 6,5/10.