Klasyk. Gra wydana wiele lat temu. Jest ok. Wygrała nagrodę dla klasyka klasyków w 1654 r. na targach kafelkowców we Francji, oraz nagrodę dla najbardziej politycznie poprawnych polecajek ufundowaną przez Die Deutche Spieles & Kafeles. Każdy powinien (!) mieć. A w każdym razie każdy powinien (!) zagrać. A przynajmniej każdy powinien (!) przeczytać poniższą recenzję - warto, polecam! Nudzisz się? W takim razie nie sięgaj po Carcassonne, bo umrzesz z nudów. Nie nudzisz się? To lepiej rób dalej to co robisz, i zapomnij o Carcassone. Bo pożałujesz, zniecierpisz kafelkowce, odbijesz się od gier planszowych, a może nawet dorobisz się carcassono-fobii, a przynajmniej alergii, za każdym razem przechodząc w empiku czy innym sklepie obok jej dodatków. Możesz mi wierzyć, wiem co mówię. Nie przekonany/a? Oto opis gry. Kładziesz losowo dobrany kafelek, przeciwnicy dokładają własne, i tak tworzycie mapkę z drogami, zamkami, średniowiecznym kościółkami, i kładziecie na nie meeple, które mają dawać punkty. Próbujecie następnie te meeple przeciwnika blokować, drogi mają się przeciwnikom rozjeżdżać, mury zamków przeciwników być nieukończone itd. Słowem: może i tworzycie królestwo, ale raczej w stylu urzędników PRL'u, a przynajmniej w klasycznym zarządzaniu w stylu Unii Europejskiej. W końcu łapiesz się na tym, że ciągle plany ci się psują, czekasz na ten jeden jedyny kafelek, który przed przeciwnikiem mółgby ci dać sporo punktów za zamknięty zamek, ale przeciwnik znowu cię ubiegł... i w ten sposób męczysz się przez całą grę, a pot spływa litrami, gdy z przerażeniem obserwujesz, co przeciwnik zaraz położy, gdy jego ręka krąży wokół właśnie zbudowanego przez ciebie wspaniałego zamku, do którego ukończenia brakuje już tylko jednego kafelka... albo piękna, długa prowadząca droga do zamku, którą od kilku rund wytrwale budowałeś/aś, nagle została urwana przez jeden szczęśliwie dobrany kafelek przez przeciwnika... Co gorsza, jeśli przeciwnik jest typem człowieka-kalkulatora, to wylicza od nowa w każdej rundzie wszystkie możliwe opcje, podczas gdy inni palą się niecierpliwie czekając na swoją rundę by szybko znowu położyć wylosowany przez siebie kafelek w uprzednio upatrzonym miejscu - by na koniec sfrustrować się jego chłodno wykalkulowanym po 15 minutach rozkminy, genialnym posunięciem: bo właśnie obliczył, że ten ruch da mu na koniec 2 punkty zwycięstwa więcej, a drugi najważniejszy przeciwnik ma 1 punkt zwycięstwa od niego mniej, zaś ilość takich samych zakrytych kafelków (np. rozwidlonej drogi we wszystkich 4 kierunkach), które zostały do wylosowania to 1, zaś ilość meepli, których położenie dla ciebie ma sens w tamtym obszarze to 0. Warto więc w międzyczasie, czekając na zakończenie jednej rundy gracza-"kalkulatora-terminatora", zagrać jakiś 15-minutowy filerek, a w niektórych przypadkach nawet partię w szachy. Czy jest to już klasyczny klasyk? Tak. Czy polecam? Klasycznie nie polecam. :) Pozdrowienia dla recenzentów klasykomanów - zwłaszcza tych, co nie grają, ale klasycznie polecają. :)
Gra klasyk. Jedna ze starszych, w które grałem.
Kafelkowe gry losowe stały się ogólnym hitem po Carcassonne.
Dużo możliwości, szczególnie w dodatkach. Prosta gra w rozwijanie przestrzeni i odpowiednie zamykanie różnych tras, budowanie elementów otoczenia, budynków i stawianie swoich meepelków. Po jakimś czasie jednak, bez dodatków, cierpi na sporą dawkę nudy i powtarzalności oraz wkurzającej losowości