Gra już ma trochę lat i wydaje się, że Knizia w tamtym czasie chciał stworzyć sobie rozpoznawalny brand, świat w stylu tych popularnych fantasy, znanych z gier video czy RPG. Sporo tutaj historyjek, jest 8 dopracowanych, interesujących ras, i bardzo ładne, kolorowe karty je obrazujące. Knizia wydał jeszcze potem pojedynkową karciankę z tymi samymi rasami, sprzedawanymi oddzielnie, a później już wszystkie rasy razem w jednym pudełku. Ale niestety, na tym się chyba skończyło, a seria najwyraźniej nie chwyciła tak, jak chciał autor. Jeśli pominiemy ten świat księżycowego miasta i dodaną historię, dostajemy w sumie dość typową grę w starym stylu na kombinowanie na kilka sposobów typowym dla Reinera Knizii. A gra polega na przesuwaniu swoich pionków na zmiennej, potencjalnie losowej, kafelkowej planszy, na której wykonujemy proste, punktowe "zadania" (zagrywamy z ręki karty o tym samym kolorze i łącznej sumie punktów jak pola z liczbami na kafelku), za które dostajemy nagrody i odwracamy kafelek, by nie był już dostępny dla innych graczy. Czyli logistyka (przesuwamy zwykle pionka o 1 lub 2 pola-kafelki) plus ocena, z których pól opłaca nam się najbardziej zbierać nagrody. I tak aż do końca. Przy tym dla ilości zebranych na koniec punktów ma znaczenie powiązanie z tym, w których kolumnach i rzędach je odwracamy. I to w sumie podstawa rozgrywki, a reszta, czyli kryształy z torem kryształów czy możliwość przesuwania figurek smoków po kafelkach to jedynie dodatkowe elementy, urozmaicające oraz dodające ekstra możliwości punktowania. W sumie gra jest prosta, typowa dla starszych gier, zamknięta w mechanicznie w całkiem zgrabnej formie, ale szału nie ma, podobnie klimatu nie ma tam w ogóle, bo skupiamy się na kombinowaniu jak tu uprzedzić przeciwnika lub analizować, w które kafelki będzie celował, by mieć lepsze kombinacje punktowo-ruchowe. Kiedyś miałem, ale dzisiaj raczej bym już nie zagrał (mimo wydanej na zachodzie nowej, rzekomo odświeżonej wersji - ale wielu, w tym mi, nie podoba się nowy, graficzny design; chyba polscy wydawcy wiedzieli co robią, nie wydając jej u nas), tego świata mogło by w sumie tam nie być, ale podejrzewam, że to był główny element marketingowy dla gier Blue Moon City.