Są gry, które bierze się na wyjazd bez większych oczekiwań lekkie, szybkie, „na wszelki wypadek”. I właśnie wtedy potrafią zaskoczyć najbardziej. All In: wizjonerzy okazało się dla mnie i reszty ekipy dokładnie takim przypadkiem: niepozorna karcianka, która błyskawicznie stała się największym odkryciem całego wyjazdu.
Już od pierwszych rund było jasne, że to nie jest zwykła gra w stylu pokera. Owszem, układanie kart i próba stworzenia jak najlepszego zestawu stanowi fundament rozgrywki, ale prawdziwa zabawa zaczyna się gdzie indziej, w obserwowaniu ludzi przy stole. Każdy ruch, każde zawahanie, każdy uśmiech może zdradzić więcej niż same karty. W pewnym momencie przestajesz grać tylko „swoją rękę”, a zaczynasz grać przeciwnikami.
Każdy gracz otrzymuje zestaw kart, z których próbuje ułożyć jak najlepszy układ. W trakcie rundy można jednak manipulować sytuacją: podglądać karty, wymieniać je czy subtelnie psuć plany innym. Kluczowym momentem jest decyzja o zagraniu „all in” czyli zakończeniu rundy z własnej inicjatywy. Od tego momentu pozostali gracze mogą jeszcze rozwijać swoje układy, ale tracą dostęp do informacji: nie mogą już podejrzeć moich kart ani sprawdzić, jaki układ mam ręce. To świetnie buduje napięcie i wprowadza element ryzyka.
Gra kończy się w momencie, gdy dwukrotnie zapełniony zostanie rząd kart, co nadaje całości wyraźne tempo i sprawia, że każda decyzja ma znaczenie. Nic nie jest tu do końca pewne, sytuacja przy stole potrafi odwrócić się w ostatniej chwili.
Największą siłą gry pozostaje jednak mechanika przewidywania zwycięzcy rundy. To ona nadaje całości charakteru i sprawia, że emocje rosną z każdą chwilą. Nagle okazuje się, że nie wystarczy mieć dobrą rękę, trzeba jeszcze dobrze ocenić innych. Trafne przewidywanie daje ogromną satysfakcję, zwłaszcza gdy uda się przechytrzyć współgraczy i wygrać bardziej sprytem niż kartami.
To właśnie te momenty budują klimat gry. Odkrywanie kart to za każdym razem mały finał: napięcie, śmiech, zaskoczenie, czasem teatralne rozczarowanie. To gra, która żyje reakcjami graczy, bez nich byłaby tylko poprawną karcianką, z nimi staje się czymś znacznie więcej.
Podczas wyjazdu zagraliśmy tylko dwa razy, ale to wystarczyło, żeby zapadła w pamięć. Zasady tłumaczy się w kilka minut, partie są szybkie, a jednocześnie każda daje trochę inne doświadczenie. To idealny tytuł na wieczory, kiedy chce się zagrać w coś angażującego, ale bez wchodzenia w ciężkie, wymagające strategie.
All In: Wizjonerzy nie próbuje być czymś więcej, niż jest i właśnie dlatego działa tak dobrze. Daje czystą, bezpośrednią frajdę z grania z innymi ludźmi: z blefowania, zgadywania i wspólnego śmiania się przy stole.
Za niespodziewaną głębię emocji, świetną dynamikę i to, że zupełnie nieplanowanie stała się hitem wyjazdu.
8/10
Podoba mi się, że nawet mając kiepski układ kart na ręce, możemy zdobyć cenne punkty, dzięki dobremu przewidzeniu i akcjom, które ot tak po prostu nam je dają. Choć punkty otrzymujemy również za nasz układ, więc warto starać się kolekcjonować odpowiednie sety, bo wydaje mi się, że samym obstawianiem wygrać się nie da. Chyba że tylko my byśmy obstawili zwycięzcę i zgarnęlibyśmy całą pulę. Dla mnie najciekawszy moment w All In: Wizjonerzy jest wtedy, gdy ktoś jest przekonany, że ma najwyższy układ, wszyscy stawiają na niego, a ja postawię na siebie i po odkryciu kart, okazuje się, że to ja mam najwyższy układ i udało mi się zwieść przeciwników. Największym minusem jest chyba niestety ta losowość. Irytuje mnie, że czasem grając dobrze, po prostu nic nie idzie po naszej myśli. Poza tym możliwość gry w dużym zakresie osób, regrywalność, czas, prostota gry oraz rozmiar pudełka są na plus! ~ Kasia