Sama instrukcja jest krótka i prosta, więc do gry można usiąść praktycznie od razu. Każdy dostaje tajną rolę pirata albo buntownika. Piraci próbują zapełnić skrzynię skarbami, a buntownicy robią wszystko, żeby znalazło się w niej jak najmniej.
W swojej turze zagrywamy kartę i dobieramy kolejną. Niektóre zwiększają albo zmniejszają wartość skrzyni, a inne pozwalają nam odrobinę namieszać. Można podejrzeć karty, zmusić kogoś do odrzucenia kart z ręki czy przekazywać sobie deski. Każdy, kto otrzyma trzy deski, odpada z gry.
Mechanicznie jest to bardzo proste i trochę przypomina Mafię. To gra, w której rozmowa jest naprawdę istotna. Można się podejrzewać, oskarżać, przekonywać innych i wbijać sobie słowne szpileczki. Przy stole cisza zdecydowanie nie jest wskazana. Oczywiście typowe „ARRR!” jest jak najbardziej wskazane, bo dodatkowo rozładowuje atmosferę.
To gra przede wszystkim na luźne spotkanie ze znajomymi. Nawet takie w barze, gdzie jest mało miejsca. Pudełko spokojnie zmieści się na stole. Jest też fajnym przerywnikiem podczas spotkania i takim małym rozluźniaczem, kiedy chcecie trochę się pośmiać i rozkręcić towarzystwo.
Graficznie jest prosta, ale przyjemna. Karty są czytelne, symbole łatwe do zrozumienia, a fajne jest też to, że mamy zarówno męskie, jak i żeńskie postacie.
Nie jest to gra dla osób, które szukają ogromnej strategicznej głębi. To szybka, lekka imprezówka, która stawia przede wszystkim na blef, rozmowę i interakcję.
My naszą planszówkową przygodę zaczęliśmy dokładnie od takich gier, więc „Zdrajcy na pokładzie” przywołali bardzo miłe wspomnienia z czasów studiów. ❤️