Oryginalny pomysł, napięcie przy dociąganiu kart miast z rozprzestrzeniającym się wirusem, 2 tory zagrożenia stopniowo wpływające na rozgrywkę - to główne plusy Pandemica, i głównie za to pół lub 1 gwiazdka więcej. Jest to przede wszystkim gra logistyczna: gdyby ją odrzeć z otoczki fabularnej, to mechanika sprowadza się do problemu jak usunąć jak najwięcej znaczników, które jak grzyby po deszczu pojawiają się na planszy w - uwaga - losowych miejscach, oraz w międzyczasie dobrania (losowych) kart o tym samym kolorze. To krótkie stwierdzenie w sumie oddaje charakter gry w Pandemic, i choć losowość jest balansowana przez zabiegi autorów, to nie da się ukryć, że trudność rozgrywki wynika głównie z tego, jak potasują się karty z miastami w obu taliach. Zatem rozgrywka rozgrywce nie równa i może się zdarzyć, że w jednej grze będziemy mieli mnóstwo problemów z ciągle wybuchającymi epidemiami (dla niektórych frustrującymi, dla innych stanowiących samą esencję gry), podczas gdy w inną rozgrywkę przejdziemy szybko bo okaże się logistyczną bułką z masłem. Niby jest to gra kooperacyjna, bo gramy przeciwko grze, i w pierwszych rozgrywkach to widać wyraźniej kiedy dopiero poznajemy jak ta gra działa, ale po iluś tam partiach każdy z reguły w sumie sam już wie co i jak robić posiadaną postacią. Co do samych postaci, niektóre zdecydowanie uprzyjemniają grę, inne silnie dają się we znaki, przede wszystkim ze względu na brak tych pierwszych. Według mnie hype na Pandemic głównie wynika z wrażeń po pierwszych partiach i odejścia gry od większości zwykłych wyścigów czy typowej walki o punkty, czy też worker-placementów, i za to wyższa ocena. W swojej recenzji (5/5) poniżej Meeple_Mi napisał, że można przegrać o 1 ruch, i od lat gra w tą grę - faktycznie całkiem często się to zdarza, ale dla mnie to minus, pokazuje jak prosta i ograniczona jest tu mechanika. Na dłuższą metę można odnieść jednak przykre wrażenie, że losowy setup (jak się potasują talie) i wcześniej opisany ich wpływ na rozgrywkę sporo odbiera tej grze i przydałaby się mechanika, która wpływa na modyfikację podstawowych reguł a także ogranicza jej wyraźną schematyczność - a nie dodatki, które jeszcze mnożą problemy i złożoność, tak, że odnoszę wrażenie czasem, że nawet Chińczyk jest bardziej emocjonujący, bo nigdy nie wiadomo, czy rzut kością nie spowoduje jakiegoś zamieszania i zmiany sytuacji graczy. A w Pandemicu? Mamy zero-jedynkową sytuację na końcu: wyciągamy 2 (3, 4...) karty z nowymi lokacjami dla wirusa i odczytujemy co rundę wyrok: ile dodajemy żetonów do planszy tym razem? Uff... tym razem wyszło mniej do usuwania - powinno być lajtowo! (ale wówczas rozgrywka będzie mało satysfakcjonująca). I to wrażenie banalności tych wyzwań i braku mechaniki, która wpływa na ten wynik, na końcu zostaje, i wydaje się, że przydałby się jakiś bardziej sprytny, komputerowy algorytm, który by w inteligentniejszy sposób zarządzał rozrastającą się na planszy epidemią. Tym stwierdzeniem można podsumować istotę mechaniki Pandemica.