05.03.2018
„Wojny domowe” starszym graczom skojarzą się jednoznacznie z serialem z lat 60. Sama gra bazuje na kartach oraz ogromnej liczbie rozmaitych żetonów i została wydana naszym zdaniem na bogato. Zabawa przypomina pozostałe największe pozycje wydawcy, czyli jak „Jak żyć panie premierze” oraz „Jak żyć panie prezesie”. Pozycja dla 2-5 graczy w wieku od 12 lat, rozgrywka zajmuje ok. 1,5 godziny. Po otwarciu pudełka widzimy dużą planszę, która przedstawia blok mieszkalny podzielony na lokale. Jest także mnóstwo stosunkowo cienkich, ale ładnych żetonów – okrągłych punktów i turogodzin oraz kwadratowych – domowników i sąsiadów. Są także karty: członków familii, głowy rodziny, zadań i kłopotów oraz plansze graczy – pokoje. Instrukcja napisana jest poprawnie, ukazuje przykłady wypełniania zadań, jest też miejsce na dobry humor. Wcielamy się w rolę głowy rodziny, która wypełnia określone zadania związane z codzienną egzystencją. Każde z nich generuje kłopoty kiedy pomagają nam nasi domownicy. Celem graczy jest wypełnienie określonej ilości zadań, którą sami sobie ustalamy przed rozpoczęciem zabawy. Każda sprawa musi zostać załatwiona w określonej liczbie czynności mierzonej w turogodzinach, a przy jej wypełnianiu pomagają domownicy oraz sąsiedzi. Plansza jest mocna i przejrzysta, miejsce startu, czyli naszego zameldowania wyznacza kostka. Żetony sąsiadów i członków rodziny wybieramy losowo, ale konkretne pokolenia określa karta głowy rodziny. Ilustracje są typowo komiksowe, każdy z domowników posiada na swojej karcie krótką notę biograficzną, też oczywiście śmieszną. Kłopoty dostosowano do każdego z pokoleń. Naszym zdaniem ta gra to świetny symulator organizacji rodziny, oczywiście z pominięciem wydatków, ale za to z uwzględnieniem zarządzania czasem. Podobnie, jak w realnym życiu trzeba wszystko sobie ułożyć i zaplanować, zaprzęgnąć domowników do roboty i czasem zdać się na szczęśliwy traf. Mechanika gry jest łatwa, przemieszczamy pionki za krążki czasu, jeśli są to członkowie rodziny, to pojawiają się komplikacje wynikające z ich działań – nie zawsze jednak negatywne. Czynności, które wykonujemy w domu lub samodzielnie, jako głowa familii są bezpieczne i nie powodują dodatkowych kłopotów. Każdy z domowników specjalizuje się w załatwianiu określonych typów prac i ma inne talenty. Ponadto każdy z sąsiadów będzie mocny i pomocny przy innym rodzaju aktywności. Pewien mętlik w głowie może się pojawić przy liczeniu turogodzin, po przejściu paru zadań zaczynamy jednak pojmować w czym rzecz i jest łatwiej. http://mlodygiercownik.pl/2017/07/06/recenzja-gry-planszowej-wojny-domowe/
Pokaż więcej